Szymon Czopek: „Na mój styl wpływ mają muzycy, z którymi relatywnie często grywam…”. Wywiad

Jeden z najbardziej utalentowanych gitarzystów basowych Szymon Czopek, gitarzysta zespołu QuervaMaches w rozmowie o muzyce, koncertach, planach i marzenia. Zapraszam do przeczytania wywiadu.

blog -- 18814005_1403058359774586_4323693832622119258_n — kopia
Gitarzysta basowy Szymon Czopek. Fot: Olkuszanin.pl – zdjęcie przesłane przez Szymona Czopka.

Justyna Borowiecka: Jesteś gitarzystą basowym w zespole QuervaMaches, który powstał w 2016 roku. Razem z kolegą Jakubem Świerczkiem, założyliście ten zespół. Powiedz jak Ci się w tym gra i tworzy?
Szymon Czopek: – Gra w Querviejest dla mnie szczególną rzeczą. Wszystko zaczęło się niewinnie, kiedy grałem jeszcze w innym zespole rockowym który jednak stylem i konwencją odbiegał od moich preferencji i postrzegania muzyki. Z Kubą poznaliśmy się w 2015 roku, przez wspólnego znajomego, który stwierdził, że nie zaszkodzi umówić nas na jam. Pamiętam, że byłem trochę pospinany, bo słyszałem o nim jak najlepsze recenzje (które z resztą się potwierdziły) i chciałem po prostu dobrze wypaść. Już na starcie okazało się, że muzycznie i mentalnie nadajemy na podobnych falach. Szybko nasza znajomość przerodziła się w przyjaźń – potrafiliśmy godzinami gadać o muzyce, wymieniać się nagraniami swoich idoli, swoimi pomysłami. Z początku niezobowiązujące jamy stały się regularnymi próbami i tak narodził się pomysł założenia QuervaMaches. Fascynujące jest to, że znaleźliśmy się w tej prozaicznej, olkuskiej rzeczywistości i okazaliśmy się być bratnimi duszami. Nasza znajomość, zawarta przez muzykę, wykroczyła daleko poza nią i tym właśnie jest QuervaMaches.

Wspólnym językiem muzycznym, formą niewerbalnej komunikacji i wyrażania emocji. Rozmową dwóch muzyków, których połączyły pasja i przyjaźń. Kiedy wymyślę jakiś groove basowy, mam do niego zarysowany koncept aranżacyjny, ale potrzebuję rozwinięcia, idę do Kuby i wychodzimy z gotowym numerem – i vice versa. Często próbujemy znaleźć wspólny język w improwizacji. Kiedy czujemy, że jam się klei, jest dobre flow, czerpiemy z tego ogromną radość. Jeżeli widzisz nas ucieszonych jak dzieci z choinkowego prezentu, to znaczy, że jesteśmy po udanej próbie.

W początkowej działalności Quervy, przewinęło się kilku różnych perkusistów i wokalistów, z których każdy wnosił swój własny styl. Gra moja i Kuby była elastyczna, ale i charakterystyczna dla naszego duetu. Na przestrzeni tych lat obserwuję, jak moja gra wpłynęła na jego styl i odwrotnie. Każdy, kto gra lub grał w Quervie, miał własną estetykę grania, swoje preferencje i wnosił do gry jakąś część swojej kreatywności. Z tego wszystkiego wytwarza się zwarty kolektyw, który determinuje nasz styl. Każdy musi się dopasować i do każdego trzeba się dopasować. Zarazem wszyscy znajdujemy tu wspólną niszę i to jest właśnie kwintesencja QuervaMaches.

Kto wymyślił nazwę zespołu i skąd taka nazwa?
– Długo głowiliśmy się nad nazwą. Propozycji było wiele, ale żadna się nie przyjęła. W końcu przypomniałem sobie, jak mój tata żartował, że jeżeli kiedyś założę zespół, powinienem go nazwać QuervaMaches (nazwa jest jego autorskim pomysłem) i tak właśnie się stało.

Oprócz zespołu uczysz się w krakowskiej szkole jazzu i muzyki rozrywkowej. Zaczynasz od października trzeci rok w klasie instrumentalnej. Jak sam przyznajesz są to studia, które spełniają Twoje oczekiwania. Co najbardziej podoba Ci się w tej szkole?
– Ciężko powiedzieć. Myślę, że oprócz wiedzy i umiejętności nabywanych w szkole, na pierwszym miejscu jest jej personel. Grupa rzetelnych i wartościowych prowadzących różne zajęcia, którzy potrafią zarazić pasją nawet do pozornie najstraszniejszych przedmiotów. Sposób prowadzenia przez nich zajęć, podejście do tematu, nastawienie na współpracę, sprawiają, że najtrudniejsze zagadnienia z zakresu czy to teorii i harmonii, czy to historii, czy jakiegokolwiek innego przedmiotu, stają się jasne i owocują w dalszej edukacji. Sam po sobie i kolegach czy koleżankach widzę, jak duży postęp zrobiliśmy od rozpoczęcia nauki w „jazzówce”. A przecież cały czas się uczymy!

Wiedza przekazywana nam tutaj jest uniwersalna. Uczę się głównie jazzu, czuję się lepiej w rocku, funku, poziom kompozycji systematycznie rośnie, słuch się poprawia (mimo ledwie czwórki z egzaminu z solfeżu) – nie muszę już ciągle pytać o akordy czy tonację, bo zaczynam sam je wyłapywać. Uczę się słuchać ludzi, z którymi gram i tworzyć z nimi jednolity, muzyczny organizm. Oprócz tego, kontakty z innymi studentami również poszerzają horyzonty, nie tylko z resztą muzyczne.

Uczysz się pod okiem Pana Krzysztofa Bodzonia, z którym masz najwięcej zajęć. Jakim Pan Krzysztof jest nauczycielem, czy jest wymagający i co można się od niego ciekawego nauczyć?
– Świetny człowiek. Przychodzisz do niego na lekcję i od razu zarażasz się jego pasją, luzem i uśmiechem, przywiezionym z Kalifornii. Ma niesamowicie empatyczne, wręcz kumpelskie podejście do uczniów i jest przy tym w pełni naturalny. Nie ma takich problemów, których nie pomoże Ci rozwiązać. Od razu wyłapuje, z czym masz problem w graniu i przedstawia Ci najlepsze solucje. Kiedy pytasz, jak poprawić konkretny element grania, daje Ci niezawodne patenty i ćwiczenia. Kiedy widzi, że jesteś spięty, rozluźnia atmosferę jakąś anegdotą, żebyś mogła poczuć ten feeling konkretnego stylu czy standardu. Nie rozumiesz jakiegoś pojęcia z teorii – wyjaśnia Ci je w prosty sposób i pokazuje, jak teoretyczną wiedzę zastosować w praktyce. Jeżeli gracie razem, stara się dopasować do Twoich możliwości, wymienia się graniem tematu, podkładu i improwizacji, żebyś mógł lepiej załapać formę. Czasem rzuca na głęboką wodę, żeby wyciągnąć z Ciebie maksimum możliwości i skłonić do skupienia. Kiedy trzeba, konstruktywnie skrytykuje, kiedy widzi postęp, pochwali. Jego sposób nauczania umożliwia Ci przede wszystkim lepsze wczucie się w muzykę, a rady, które daje, są zweryfikowane jego ogromnym doświadczeniem i umiejętnościami. Potrafi dostrzec Twoje mocne strony i pokazywać, jak skutecznie walczyć ze słabościami. Jest wymagający i nigdy nie zaniedbuje uczniów. Prowadząc zespoły wczuwa się tak samo jak studenci. Kiedy tylko może, gra na perkusjonaliach czy basie, jeśli jest taka potrzeba. Jeżeli coś nie idzie – od razu wyłapuje i podpowiada, jak sobie z tym poradzić. Przede wszystkim jako człowiek i nauczyciel jest bardzo wyrozumiały i godny zaufania – na Panu Bodzoniu można zawsze polegać.

Zanim zacząłeś uczyć się profesjonalnej gry na gitarze, byłeś samoukiem. Twoim pierwszym nauczycielem był Pan Andrzej Jasica, jak dziś wspominasz z nim lekcje i współpracę?
– Brałem u niego lekcje, kiedy byłem jeszcze w gimnazjum. I tak z przerwami trwało to do samego początku edukacji w ksjimr. Pan Jasica, jako nauczyciel, ma sporo wspólnych cech z Panem Bodzoniem. Potrafi bardzo indywidualnie podejść do ucznia, bardzo praktycznie przekazuje swoją wiedzę. Z podręcznika do nauki gry na basie wyciągnął esencję, która nauczyła mnie tego, bez czego moja nauka na jazzówce nie miała by racji bytu. Pamiętam, że miałem luz na niektórych zajęciach z teorii, bo część zagadnień poznałem od Pana Jasicy. Nauczyłem się też pochodów do paru gatunków muzyki rozrywkowej, dzięki czemu mogę czerpać z różnych stylów w swojej grze. Obaj dosyć szybko przypadliśmy sobie do gustu, pamiętam, że jego sposób bycia i poczucie humoru sprawiały, że zawsze wychodziłem z jego lekcji z bananem na twarzy. No i oczywiście wiedząc, nad czym mam pracować – Pan Andrzej nie popuszczał, czym nauczył mnie pokory i cierpliwości. Bardzo lubię z nim grać – jako organizator koncertów dla swoich byłych i obecnych uczniów, często angażuje mnie jako basistę, ma bardzo fajne pomysły aranżacyjne do ćwiczonego repertuaru. Do tej pory staramy się utrzymywać kontakt. Pamiętam, jak kiedyś rozmawialiśmy o edukacji muzycznej w kontekście mojego grania. Zauważył we mnie materiał na przyszłego ucznia jazzówki, dał wiele cennych wskazówek i to w dużej mierze jemu zawdzięczam to, co teraz robię i dokąd idę.

Uczysz się we wspomnianej szkole jazzowej, gdzie najczęściej gracie standardy jazzowe, ale w zespole gracie bardziej rock i jego odmiany od rocka alternatywnego, funk rocka aż po punk rock, chociaż słychać też jazz. Chciałbyś po zakończeniu edukacji iść w stronę rocka czy stricte jazzu?
– Nie czuję się jazzmanem. Lubię słuchać jazzu, ćwiczę granie jazzu, uczę się na nim muzyki, ale jazzmanem nie jestem. Samo słowo „jazzman” jest dość szerokim pojęciem. Nie wystarczy być uczniem szkoły jazzowej, uczyć się standardów i grywać na zajęciach czy szkolnych koncertach. Mentalnie i muzycznie zdecydowanie bliżej mi do rocka, na którym się wychowałem, słuchając razem z tatą jego pokaźnych kolekcji kaset magnetofonowych. Od tego zaczął się mój muzyczny bzik. To jest muzyka, która płynie w mojej krwi. Na jazz patrzę bardziej jak na inspirację, niż formę wyrazu. W swojej grze używam czasem harmonii, których uczę się w jazzowej szkole, bywa, że ogrywam akordy według jazzowych schematów, lubię czasem stosować targetting między akordami, zdarza mi się używać alteracji, jazzowych zagrywek, czasem coś przytnę na jazzową modłę. W QuervaMaches mamy kawałek z długim, swingowym intro, jest też utwór o punkowej proweniencji, zaaranżowany na bossa-novę, niektóre kompozycje powstały z inspiracji groove’ami w stylu Fusion, jazzowa estetyka akordów czy melodii przewija się czasami w naszych improwizacjach. Ale to jeszcze nie jazz.
Muzyka, którą gramy, jest dzieckiem wielu gatunków. Słychać w niej blues-rocka, funkowe, synkopujące groove’y, alternatywne brzmienia w stylu lat 90., troszkę punkowego pazura, czasami latynoskie bujanie, znajdzie się i nutka psychodeli. Spoiwem tego wszystkiego (i wcześniej wymienionych, jazzowych inspiracji) jest szeroko pojęty rock. Sami bardziej, niż gatunkami, inspirujemy się raczej stylami, które elastyczna, rockowa konwencja, pozwala swobodnie łączyć. Co do mojej przyszłej twórczości – nie jestem w stanie powiedzieć, jak będzie się rysować w dalszej perspektywie. Jak wspomniałem, rock jest najbliższy mojemu sercu, zwłaszcza ten w funkowym feelingu. Chciałbym w przyszłości spróbować sił w rocku psychodelicznym, progresywnym, ale ciekawią mnie też niektóre gatunki jazzu, elektroniki, soul, czasem awangarda, rap, folk. Na razie gram to, co czuję i co wychodzi ze współpracy z różnymi osobami. Co będzie za parę lat? Nie mam pojęcia. Oby tylko inspiracje i zapał nigdy się nie wyczerpały.

W szkole najczęściej wykonujecie wspomniane jazzowe utwory, który z nich lubisz grać najbardziej i dlaczego akurat ten?
– Najbardziej lubię te, które najlepiej wychodzą (smile). A tak na poważnie, nie mam jednego ulubionego. Dużym sentymentem darzę Mercy, mercy, mercy, który wylosowałem na pierwszym końcowym egzaminie do zagrania. Od początku mi się spodobał. Lubię w ogóle Joe Zawinula – chyba mój ulubiony jazzowy pianista. Lubię też grać Chameleona, Cold duck time za ich fajne, funkowe bujanie i ten groove, który czuję i lubię do nich improwizować. Często jamujemy do tych dwóch numerów z Kubą. Do Chameleona można upchnąć niemalże wszystko. Grałem do niego solo z Aeroplane, niektóre motywy z Funky monks, If You have to ask, czy linię basu z Go robot RedHotów,coś na wzór Red Hot Mama od Funkadelic, niektóre ze swoich riffów basowych. Na dobrą sprawę nawet Heroin Velvetów można by tam upchnąć, gdyby lekko podrasować feeling. Rzecz jasna, trzeba to zagrać w B-mollu. Prosty utwór, który daje ogromne pole do popisu inwencji. Do tego solówki Kuby, nasz perkusista-wymiatacz – miodzio! Drugi z tych kawałków jest po prostu świetny. Zwłaszcza z gitarowym voicingiem i solówkami w wykonaniu Kuby – serio, nie grałem jeszcze z osobą, która lepiej czuje i wykonuje „Zimną kaczkę”. „Black Orpheus „ nadal pozostaje moją ulubioną bossa-novą do grania (nie licząc utworu Quervy i How insensitive Jobima), Take the A train jest tym swingiem, który pomyślnie i w miarę zaliczył test pamięci mięśniowej w walkingu, sprawiając przy tym frajdę, „Softly as in the morning sunris”e ma czaderski temat, a Misty to przepiękna melodia. No i Pan Bodzoń pochwalił w nim moją zagrywkę nabridge’u. Chociaż przyznaję szczerze, że harmonia tego standardu nieraz przyprawia mnie o zawrót głowy. Nadmienię tylko, że wszystkie utwory, których najchętniej słucham, są tak łaskawe w ogrywaniu.

Jesteś młodym muzykiem, jeszcze nie wiadomo jak to będzie, ale czy masz jakieś plan B, coś co mógłbyś robić gdybyś nie był muzykiem?
– Powiem szczerze – nie mam pojęcia. Śmieszny fakt jest taki, że to muzyka była planem B, kiedy studiowałem historię na UJ. W międzyczasie wróciłem do zajęć z Panem Andrzejem, grałem próby i koncerty ze starym zespołem, rozkręcałem współpracę z Kubą Świerczkiem i ten balans muzyczno-historyczny zaczął się poważnie chwiać. Długo nad tym rozmyślałem, rozmawiałem o tym z paroma osobami, aż pewnego wiosennego popołudnia, puściłem sobie w drodze na zajęcia z historii myśli politycznej Unreachable Johna Frusciante. Będąc już na miejscu wszedłem do sekretariatu i złożyłem rezygnację ze studiów.
Co do perspektyw innych niż muzyka, naprawdę ciężko mi powiedzieć. Do tej pory dorabiałem w paru różnych miejscach. W żadnym nie zagrzałem stałego miejsca, ani nie osiągnąłem specjalnie dużego pułapu w branżach, ale podstawowe rozeznanie nabyłem. Przede mną jeszcze sporo czasu spędzonego w pracy lub pracach niezwiązanych z muzyką, zanim z tej ostatniej będę w stanie się utrzymać. W najbliższym czasie czeka mnie kolejna zmiana miejsca zatrudnienia, jako, że w obecnym moje zlecenie dobiega właśnie końca. W tej kwestii mam przed sobą perspektywy takie same, jak pewnie spora część studentów w mniej więcej moim wieku. Jak to będzie w dalszej przyszłości? Tego i tak nie przewidzę. Jedno jest pewne – z muzyki nie zrezygnuję.

W zespole QuervaMaches nie korzystacie z pomocy autorów tekstów czy muzyki, sami piszecie swojej piosenki. Słowa piszesz rzadziej, jesteś bardziej od pisania muzyki. Powiedz jak powstają Wasze utwory, piszecie je bardziej na próbach czy każdy idąc na próbę ma już z sobą coś przygotowane?
– Proces twórczy potrafi płatać figle i często chodzi nieokiełznanymi ścieżkami. Często jest tak, że któryś z nas ma pomysł na utwór, parę motywów i chce go rozwinąć. Wtedy spotykamy się na próbie i wspólnie szukamy rozwinięcia. Wtedy też zwykle powstają szkice kompozycji; wspólny jam weryfikuje te koncepcje. W zależności od tego, jak rozwiniemy harmonię, jak konkretny riff poczuje i zaakcentuje perkusista (który też czasem wychodzi z inicjatywą), jaka wizja rodzi nam się w głowach podczas grania i jak czas ją zweryfikuje, tak rodzi się szkielet piosenki. Często melodie czy groove’y przychodzą w najmniej oczekiwanym momencie. Wtedy zwykle łapiesz za instrument i zaczynasz grać to, co słyszysz w wyobraźni.

Na przykład jeden z numerów instrumentalnych powstał na jamie, jako muzyczna ilustracja facebookowego zdjęcia wykładowcy z jazzówki. Raz wpadł mi do głowy funkowy riff, kiedy oglądałem z bratem film. Czasem jest tak, że któryś z nas zagra swój kawałek, a kolejny od razu łapie ten feeling, włącza się do grania i dogrywa następną część. Spora część naszych numerów pochodzi też ze wspólnego jamowania – czasami jest tak, że bez słów włącza się jakby kolektywny umysł, słuchamy się nawzajem, każdy wnosi coś od siebie, a działamy jak jeden organizm. To jakaś muzyczna energia, która niewyjaśnionym sposobem sprawia, że jam się wyjątkowo klei, mamy wspólne flow i improwizacja brzmi tak, jakby był to starannie wyćwiczony kawałek. Takie grania są najlepsze – wtedy muzyka sama z nas wypływa. Czasami zapala się lampka w głowie, która podpowiada, że oddzielne jak dotąd motywy, odpowiednio zagrane i zaaranżowane, łączą się przecież w jedną całość.

Już ukończone kompozycje też nie spoczywają na laurach. W zależności od tego, jak dopieszczą je linie wokalne, jaka będzie ostateczna wersja tekstu, jaki perkusista z nami zagra (śmiech), zrobione kawałki nabierają smaczków i przybierają ostateczną formę. Czasami jakiś pomysł opornie przechodzi drogę do bycia piosenką. Wtedy trzeba cierpliwie czekać na flow, które – w przeciwieństwie do warsztatu – często „spada z nieba”.

Ostatnie wasze wyróżnienie dostaliście na olkuskim Rockowisku w 2018. Zajęliście miejsce na podium. Wiem, ze wiąże się z tym konkursem ciekawa anegdota, opowiesz? (uśmiech).
– Śmieszna historia (smile). Na wstępie powiem, że był to nasz pierwszy koncert, po licznych rotacjach personalnych. Zagraliśmy 3 numery, które były najlepiej dopracowane w ówczesnym składzie i wydawały nam się najlepszymi kandydatami. Ogłoszenie wyników przyniosło mieszane uczucia. Z jednej strony wyróżnienie i miejsce na podium za pierwszy koncert w dopiero zebranym składzie – wow! Szczególne docenienie ówczesnego wokalisty – torpeda! Główna nagroda – wyjazd na koncerty do Niemiec – przeleciał nam jednak koło nosa. Nie rozpatrywaliśmy siebie w gronie ścisłych faworytów, jednak po wyróżnieniu i uznaniu wśród członków jury, apetyty urosły. Po zakończeniu przeglądu znajomy perkusista, mający wtyki w jury, podszedł do mnie i powiedział: „wiesz czemu jest taka decyzja, a nie inna? Po pierwsze, zagraliście trochę krócej od większości konkurencji i to był wasz pierwszy koncert. Po drugie… To jest rockowisko! Niemcy biorą zespoły, które cisną ostre, ciężkie granie. A u Was tu jazzik, tam jakiś funk. Za bardzo chillowe klimaty”. Z kolegą trudno było się nie zgodzić. Najzabawniejsze jest to, że te ostrzejsze numery odsunęliśmy na bok, przygotowując seta na Rockowisko.

Tej zimy graliście koncert w krakowskim klubie Piec Art, razem z kolegami ze szkoły, opowiedz coś więcej na temat tego koncertu? Jak go wspominasz?
– Koncert wspominam całkiem miło. Pierwszy raz grałem na scenie z ramienia mojej szkoły. Pamiętam, jak się motaliśmy z wyborem repertuaru – nie pamiętam nawet ile propozycji odrzuciliśmy, zanim doszliśmy do porozumienia. W końcu padło na Fever ,How deepis Your love w jazzowo-funkowej wersji. Pamiętam, że bardzo się spinałem przed solówką do tego kawałka, mimo, że harmonia tam jest prosta. Do tego groove’iący kawałek – niby wszystko gra. W pewnym momencie chciałem nawet zrezygnować ze swojego solo, ale wokalistka wybiła mi to z głowy. Summa summarum solo wyszło bez fajerwerków, ale też bez żadnej wtopy, więc można rzecz – pół biedy (uśmiech). Na szczęście reszta utworu wyszła już lepiej, co również zawdzięczam reszcie ekipy, która zrobiła naprawdę niezłą robotę. Potem wykonaliśmy Kalekę – punkowy utwór, napisany przez Kubę Świerczka, który delikatnie zmodyfikowałem i przearanżowałem na bossa-novę. Pamiętam, jak na pierwszej próbie większość składu poddawała w wątpliwość, że z punku da się zrobić bossę, ale się udało. Fajne doświadczenie swoją drogą – pierwszy koncert w Piec Arcie, z dobrą ekipą i od razu w repertuarze kawałek skomponowany przez przyjaciela, który miałem przyjemność przearanżować tak, by pasował do miejsca i ogólnego klimatu koncertu. Gdyby tylko saksofonista na solówce słuchał przebiegu akordów, byłoby wręcz świetnie (śmiech).

Twoim zdaniem w waszych piosenkach jest ważniejsza muzyka czy słowa?
– Myślę, że trochę muzyka. To ona determinuje nasz styl i w większości do niej powstają teksty. Rzecz jasna, staramy się tworzyć tak, by muzyka z tekstem tworzyły spójną całość, ale parę instrumentalnych utworów, stawia jednak nieco wyżej tę pierwszą.

Kto Cię najbardziej inspiruje?
– Zależy, w jakim kontekście pytasz. Jeżeli chodzi o styl gry, układania partii basowych, feeling -bez wahania podaję Flea.
Niewątpliwie na mój styl wpływ mają muzycy, z którymi relatywnie często grywam (a więc przede wszystkim Kuba Świerczek), no i oczywiście nauczyciele, którzy pomogli bądź pomagają mi krystalizować swój styl poprzez edukację. Co do tych pierwszych, myślę, że szczególny wpływ na to, jak gram, tworzę i pojmuję sztukę, mają muzycy obu zespołów, w których teraz jestem. Wokalista mojego krakowskiego bandu jest po prostu świetnym gościem, z bardzo podobnym poczuciem estetyki i muzycznym feelingiem. Gitarzysta, jako spadkobierca hendrixowo-frusciante’owego stylu robi niesamowity klimat. Uwielbiam z nim grać. Perkusista, młody zdolny, świetnie grający koleżka.
To głównie dzięki nim moja gra brzmi, jak brzmi i cały czas się rozwija.
Często inspirację czerpię z ciekawych rozmów, niekoniecznie związanych z muzyką, z wartościowymi ludźmi, spośród mojej rodziny i przyjaciół.
Poza tym, największą dla mnie muzą, jest moja lepsza (druga) połówka. Jej osoba, nasz kontakt, aktywują we mnie pokłady wrażliwości i inwencji, o których wcześniej nawet nie wiedziałem.

Wiem, że masz sporo ulubionych muzyków, proszę wymień tych najważniejszych dla Ciebie?
– Jeżeli chodzi o zespoły, to jest ich sporo. Taka ścisła czołówka to: Red Hot Chili Peppers, The Clash, The Libertines, Pink Floyd, King Crimson, Weather Report, Jimi Hendrix, Kult, Megadeth. Led Zeppelin też by się na niej znaleźli, gdyby mieli mniej kradzionych kawałków (hehe). Długa lista, ale to tylko część z tych ulubionych, do których zawsze wracam.Co do muzyków, jako ulubionych basistów wymienię JacoPastoriusa, Flea, Johna Entwistla i Larry’ego Grahama. Rzecz jasna lubię też wielu innych, ale to taka moja złota czwórka.

To faktycznie spora lista, no dobrze ulubiony utwór Jimi’egoHendrixa, Red Hot ChilliPeppers i niech będzie jeszcze Pink Floyd?
– Chyba najtrudniejsze dotąd pytanie. To tak, jakbym miał wybrać ulubioną strunę na basie (śmiech) Ale spróbujmy. Od Hendrixa zwyciężają „Little wing” i „Voodoo child (slight return)” chociaż „Third stone from the Sun”, „Little miss lover” i „Allalong the watchtower „depczą im po piętach. Red Hoci – też wiele możliwości; „Scartissue” i „T’hisvelvetglove” chyba na szczycie, ale takie perełki jak „Around the Word”, „Sir psycho sexy”, „Dani California”, „Under the bridge”, „Don’t forget me” i wiele innych z resztą w niczym im nie ustępują. Floydów za to najbardziej uwielbiam „Echoes” w wersji z Pompejów, „Shine on You crazy diamond”,” If”, „Money” i niech będzie „Hey You”. Wiem, że wymieniłem więcej, ale to naprawdę trudny wybór.

Oprócz muzyki interesujesz się jeszcze historią, masz jeszcze jakieś inne zainteresowania jeśli tak to jakie?
– Tak jest. Historia, w jej kontekście trochę antropologia, polityka. Ciekawią mnie też niektóre zagadnienia z psychologii, filozofii. No i lubię sport. Zwłaszcza piłkę nożną i skoki narciarskie. Ostatnio mam nawet małą zajawkę na ewolucję i genetykę z biologii, ale tu raczej ciekawostkowe podejście, moja wiedza w tym zakresie jest niewielka.

Twoje największe marzenie?
– Zabrzmi trywialnie, ale najbardziej bym chciał, żeby wszystkie bliskie mi osoby były szczęśliwe.

Jakie masz plany na najbliższe dni / miesiące?
– Przeprowadzka się do Krakowa. Podobnie z resztą, jak Kuba. Wiesz, więcej perspektyw na dobre zatrudnienie, granie, rozwój muzyczny, no i jazzówka. Tam mieszka obecnie moja lepsza połówka, tam też stacjonuje mój drugi zespół. Przed Quervą zatem kolejne zmiany kadrowe, mam nadzieję, że tym razem jak najbardziej trafione (co nie oznacza, że graliśmy dotąd ze słabymi muzykami! No, może poza jednym – śmiech) i długodystansowe. I że przyszłość dopiero przed nami.

I na koniec możesz pozdrowić czytelników bloga Uśmiech SIM, NaszeMiasto.pl i Przeglądu Dziennikarskiego.
– Nie jestem najlepszy w te klocki, więc, poza oklepanym, ale szczerym „dużo zdrowia”, polecę hipisowskim klasykiem, który jednak ślę prosto z serca do wszystkich czytelników: Love and peace to all! Bo w sumie czy jest coś cenniejszego?

Z Szymonem Chopkiem rozmawiała: Justyna Borowiecka.

Advertisements

Bundesliga: RB Leipzig zagra z Hannover 96

W 3. kolejce ligi niemieckiej, najciekawiej zapowiada się spotkanie RB Leipzig z Hannoverem, która z drużyn zdobędzie komplet punktów?

bundesliga-logo[1] - blog, wiadomości24.pl
Fot: Logo Bundesligi. Logo Ligi niemieckiej.
Sezon 2018/2019 również w Bundeslidze rozpoczął się na dobre, za nami dwie kolejki a eksperci już typują swoich faworytów i tych którzy po tym sezonie pożegnają się z pierwszą Bundesligą.

Jednym z potencjalnych kandydatów, jest na pewno zespół z Lipska, który jeszcze kilka sezonów temu był uznawany za słabszy i jako pierwszy do odpadnięcia z pierwszej ligi. Młody zespół, który wkroczył do wielkiej piłki, od razu z wielkimi sukcesami. To fakt, że jest mało doświadczony, ale z sezonu na sezon robi ogromne postępy.

Prawie każdy młody piłkarz, oprócz Bayernu Monachium wymienia RB Leipzig, jako klub w którym chciałbym zagrać.

Timo Werner – gwiazda zespołu z Lipska…

Sezon temu klub z Lipska trenował Ralph Hasenhὒttl, dziś to stanowisko objął Ralf Rangnick, który oprócz trenowania jest również dyrektorem sportowym w tym klubie. Tylko przez rok będzie trenował ten zespół, za rok trenerem zostanie Julian Nagelsmann, który obecnie trenuje TSG Hoffenheim.

Sprowadzenie do klubu tego szkoleniowca, jest znakiem, że klub dalej chce się rozwijać. Bo i zarówno Nagelsmann jak i Rangnick są gwarancją jakości i oboje mają plany jak grać aby wygrywać.

Rasen Ballsport ma w swoim zespole młodych piłkarzy, wszyscy są urodzeni po 90’ roku, najmłodszy urodził się w 2000 roku, jest nim bramkarz Julian Krahl. Najstarszy piłkarz to pomocnik Stefan Ilsanke urodzony w 1989 roku.

Największą gwiazdą jest bez wątpienia Timo Werner, ma zaledwie 22 lata i zdobył już pięćdziesiąt bramek w Bundeslidze. Na Mundialu w Rosji stawiał na niego trener Joachim Lὂw, nie były to dla niego udane Mistrzostwa, ale sam udział jest na pewno dla młodego piłkarza wielkim przeżyciem.

Uznawany za jedno z najzdolniejszych napastników. Jest uniwersalny może grać na skrzydle albo jako wysunięty napastnik. Wernerowi chyba bardziej odpowiada pozycja skrzydłowego, woli asystować niż strzelać bramki. Mimo to w minionym sezonie zaliczył 8 asyst i zdobył 13 goli. Jest nim zainteresowany Bayern Monachium, na miejsce Roberta Lewandowskiego, mimo to Timo Werner zdecydował się na pozostanie w Lipsku.

Nowy kapitan Hannoveru Waldemar Anton…

Hannover 96 prowadzi Andre Breitenreiter, który w swojej karierze trenerskiej miewał wzloty i upadki. Dobrze sobie radzi z prowadzeniem mniejszych klubów, gdzie nie ma aż takiej wielkiej presji niż w dużych klubach, takich jak Schalke 04 Gelsenkirchen, który był dla niego nie do udźwignięcia.

Zespół ma nowego kapitana Waldemara Antona, który przejął opaskę dowódcy po Edgardzie Prib. Waldemar Anton, a właściwie Wladimir Antonowicz, bo piłkarz zmienił imię i nazwisko, jest coraz większą gwiazdą w klubie z Hannoveru. W zeszłym roku z reprezentacja Niemiec zdobył Mistrzostwo Europy U-21, turniej rozegrany w Polsce. I od tego czasu zrobiło się o nim głośno. Interesują się nim aż trzy kraje, Rosja – kraj pochodzenia jego rodziców, Uzbekistan – w którym się urodził i Niemcy w którym wychowuje się od drugiego roku życia.

W Hannoverze gra od ósmego roku życia, grał w wszystkich drużynach juniorskich, aż doczekał się szansy w pierwszym zespole. Kibice go uwielbiają. Jest oddany, pracowity i coraz lepiej wyszkolony technicznie. Ma kilka niedociągnięć, ale wszyscy przymykają na to oko tłumacząc, że jest jeszcze młodym zawodnikiem. Opaska kapitana do czegoś zobowiązuje, już nawet dostrzega go trener Joachim Lὂw, który pewnie niebawem powoła go na mecze kadry narodowej.

Hannover nie jest jeszcze aż tak silną drużyną, więc szanse na zdobycie kompletu punktów raczej powinno przypaść RB Leipzig.

Mecz RB Leipzig – Hannover 96 – sobota, 15.09.2018 r., godz: 15:20. Transmisja: Canal + Sport.

Pozostałe mecze transmitowane przez: Canal + Sport 2, Canal + Sport i Eleven Sports 1 i Eleven Sports 2:

Piątek, 14.09.2018 r.
Piątek, 14.09.2018 r., godz: 20:20 – mecz Borussia Dortmund – Eintracht Frankfurt. Transmisja: Canal + Sport 2.

Sobota, 15.09.2018 r.
Sobota, 15.09.2018 r., godz: 15:20 – mecz RB Leipzig – Hannover 96. Transmisja: Canal + Sport.
Sobota, 15.09.2018 r., godz: 15:25 – mecz FC Bayern Monachium – Bayer 04 Leverkusen. Transmisja: Eleven Sports 2.

Niedziela, 16.09.2018 r.
Niedziela, 16.09.2018 r., godz: 17:55 – mecz SC Freiburg – VfB Stuttgart. Transmisja: Eleven Sports 1.

Michael Buble – „Nobody But Me” i „Crazy Love” – Limitowana edycja

W sierpniu pojawiła się limitowana wersja dwóch płyt Michaela Buble „Nobody But Me” i „Crazy Love”, w ramach jednego wydawnictwa.

nobody-but-me-crazy-love-b-iext53126268
Fot: Okładka płyty – Michael Buble – limitowana wersja albumu “Nobody But Me” i “Crazy Love”.

Michael Buble to jeden najzdolniejszych jazzowych i popowych wokalistów. Kanadyjski piosenkarz niemal od samego początku kariery porównywany jest do Franka Sinatry. Buble jest czterokrotnym laureatem Grammy, aż trudno uwierzyć, że ten wokalista zaczynał publicznie śpiewać na imprezach okolicznościowych. Dziś jest numerem jeden w czołówce światowych muzyków jazzowych.

W sierpniu 2018 roku, została wydana limitowana wersja dwóch płyt „Nobody But Me” i „Crazy Love”.

Piosenki pełne miłości…

„Nobody but Me” swoją premierę miała 21 października 2016 roku, została nagrana w Los Angeles i Vancouver. Pojawiły się na niej trzy premierowe piosenki, reszta zawiera covery. Można usłyszeć znane klasyki w nowszych aranżacjach takich jak „My Baby Just Cares For Me”, “The Very Thought Of You”, “God Only Knows” Briana Wilsonai “I Wanna Be Around” Johnny’ego Mercera.

Przy produkcji każdej swojej płyty Michaele Buble zaprasza różnych gości, również na tym krążku pojawili się gościnnie Meghan Trainor i Black Thought z The Roots.

Współproducentami albumu są John Carlsson, Alan Chang i Jason “Spicy G” Goldman.
Piosenka, która najbardziej podbiła serca słuchaczy to numer 4 na płycie „On An Evening In Roma (Sotter Celo De Roma)”, została nawet użyta do jednej z reklam samochodu.

Amerykańscy recenzenci rozpisują się o Michaelu Buble, że nikt tak jak on nie potrafi śpiewać o miłości i uczuciach. To słuchać na każdej jego płycie. Dlatego jest tak cenionym i lubianym wokalistą. Do tego dysponuje świetnym głosem i sceniczną charyzmą.

„Crazy Love” – multiplatynowa płyta…

Natomiast album „Crazy Love” (z 2009 roku), to czwarty krążek w dorobku płyt Michaela Buble. Sprzedaż płyty osiągnęła status multiplatyny. Album ten powstawał przez sześć miesięcy w studiach w Nowym Jorku, Los Angeles i Vancouver.

Nad produkcją „Crazy Love” czuwali Bob Rock, David Foster i Humberto Gatica. Płyta zawiera 13 piosenek w tym tytułowy „Crazy Love” Vana Morrisona i singlowy przebój “Haven’t Met YouYet”, który podbił również polskie listy przebojów. Gościnnie wystąpili Naturally 7 (nr. 12 “Stardust”) oraz Sharon Jones And The Dap-Kings (nr. 10 “Baby (You’ve Got What It Takes)”).

Każda płyta Michaela Buble jest przepełniona pięknymi dźwiękami i w każdej nucie słuchać mnóstwo emocji i miłości. Dla miłośników Buble ta limitowana wersja płyty będzie świetnym prezentem.

Tracklista:
Michael Buble – „Nobody But Me”

CD 1
1. I Believe In You
2. My Kind Of Girl
3. Nobody But Me
4. On An Evening In Roma (SotterCelo De Roma)
5. Today (Is Yesterday’s Tomorrow)
6. The Very Thought Of You
7. I Wanna Be Around
8. Someday (feat. Meghan Trainor)
9. My Baby Just Cares For Me
10. God Only Knows

Michael Buble „Crazy Love”

CD 2
1. Cry Me A River
2. All Of Me
3. Georgia On My Mind
4. Crazy Love
5. Haven’t Met You Yet
6. All I Do Is Dream Of You
7. Hold On
8. Heartache Tonight
9. You’re Nobody Till Somebody Loves You
10. Baby [You’ve Got What It Takes]
11. At This Moment
12.Stardust
13. Whatever It Takes
14. Some Kind Of Wonderful

Data premiera limitowanej wersji: „Nobody But Me” i „Crazy Love”: 10.08.2018 r.

Michael Bublé – Nobody But Me [OFFICIAL MUSIC VIDEO]

Michael Bublé – I Believe in You [OFFICIAL MUSIC VIDEO]

Michael Bublé – Haven’t Met You Yet [Official Music Video]

Liga Narodów – Mecz Włochy – Polska. Kadra w przebudowie…

Reprezentacja Polski po nieudanym Mundialu w Rosji, rozpoczyna walkę o odzyskanie zaufania kibiców. Łatwo nie będzie, ale z nowymi piłkarzami i nowym trenerem ma być lepiej. Czy tak będzie?

mecz - blog
Reprezentacja Polski. Fot. Justyna Borowiecka.

Debiut nowego selekcjonera reprezentacji Polski – Jerzego Brzęczka, będzie miał miejsce na stadionie Renato Dall’Ara w Bolonii.

Podopieczni nowego trenera, zmierzą się z reprezentacja Włoch, która w swojej futbolowej historii ma już za sobą najgorszy okres, bowiem nie udało się im awansować na rosyjski mundial, co dla wielu było wielką porażką.
Podczas tegorocznego Mundialu nasze Orły, nie zaprezentowały się tak jak wielu kibiców liczyło, a ostatni mecz z Japonią, na długo zapadnie w pamięć wszystkim kibicom. Pomimo skromnej wygranej 1:0 (0:0), polscy piłkarze wykazali się brakiem zaangażowania w to spotkanie, co dla polskich fanów jest nie do przyjęcia. Kadra z Polski odpadała już w fazie grupowej.

Warto dodać, że Puchar Mistrzostw Świata powędrował do reprezentacji Francji. Drugie miejsce zajęła Chorwacja, a brązowy medal odebrała reprezentacja Belgii.

Teraz w starciu ze SquadraAzzurra musimy zaprezentować się tak, aby odbudować zaufanie kibiców, którzy ciągle w nas wierzą. Zadanie to będzie trudne. Zabraknie, bowiem kilku kluczowych graczy, m.in. Łukasza Piszczka, który zrezygnował z występów w kadrze. Wśród powołanych piłkarzy zabrakło też innych uczestników Mundialu m.in Michała Pazdana, Thiago Cionka i Kamila Grosickiego. Na ich miejsce pojawili się inni – Adam Dźwigała i Damian Szymański z Wisły Płock oraz zawodnik Wisły Kraków Rafał Pietrzak.

Trener Jerzy Brzęczek, który objął stanowisko selekcjonera, po odejściu Adama Nawałki, ma sporo wyzwań przed sobą. Kadra narodowa wymaga więcej pracy niż praca w ligowym klubie. Jerzy Brzęczek w ostatnim sezonie prowadził Wisłę Płock, z którą był blisko awansu do europejskich pucharów. Teraz nowy trener skupia się na eliminacjach do Euro 2020, walka ta rozpocznie się za pół roku, przez ten czas trener Brzęczek musi zbudować kadrę, która będzie zdolna do walki z najlepszymi drużynami w Europie.

Liga Narodów…

Eksperci twierdzą, że najlepszą okazją do przetestowania nowych pomysłów będzie Liga Narodów. Są to piłkarskie rozgrywki wprowadzone głównie po to, aby zastąpić nic nieznaczące spotkania towarzyskie. Zgodnie wszyscy przyznają, że nie ma to jak walczyć o coś, a nie bezsensownie biegać od bramki do bramki.
Polacy trafili do silnej grupy z Włochami i Portugalią. Z kadrą włoską zagramy już 7. września w meczu wyjazdowym. Eksperci oceniają, że styl zespołu Roberta Manciniego nie powinien być dla nas zaskoczeniem. W Serie A, gra aż szesnastu polskich piłkarzy. To bez wątpienia jest ulubiona liga naszych piłkarzy.

Nasi piłkarze we Włoszech…

Piotr Zieliński, który fantastycznie rozpoczął sezon w SSC Napoli, ma już na swoim koncie dwie bramki zdobyte w meczu z Milanem, również jego klubowy kolega Arkadiusz Milik błyszczy w Napoli. Kolejnym młodym i zdolnym piłkarzem grającym w Serie A jest Krzysztof Piątek z Genoa CFC, na rozegrane trzy mecze zdobył 3 gole i jest na drugim miejscu w klasyfikacji Króla Strzelców w Serie A. Jeśli do końca sezonu utrzyma tak dobrą formę, kto wie, może sięgnie po tytuł Króla Strzelców.

Kapitanem reprezentacji Polski dalej pozostaje Robert Lewandowski. W bramce będzie bronił Wojciech Szczęsny, który na co dzień broni w bramce Juventusu Turyn.

Najbardziej możemy się obawiać napastnika Włochów Lorenzo Insigne, który jest gwiazdą Napoli i klubowym kolegą wspomnianego Piotra Zielińskiego i Arkadiusza Milka, czy nasi piłkarze znajdą słabe strony kolegi i będą potrafili go ograć?

Po piątkowym meczu z Włochami, już we wtorek 11. września, Biało-Czerwoni zmierzą się w meczu towarzyskim z Irlandią na stadionie we Wrocławiu. Irlandia zajmuje 29. miejsce w rankingu FIFA. Reprezentacja Polski ostatni raz grała z Irlandią trzy lata temu, w eliminacjach do Mistrzostw Europy. Wówczas wygrała 2:1, to zwycięstwo dało nam awans do Euro 2016.

Trener Jerzy Brzęczek zapewne będzie chciał przetestować kilku nowych piłkarzy, m.in. wspomnianego Krzysztofa Piątka.

Ale pamiętajmy, że oba mecze nie są najważniejsze, te o największą stawkę i awans do Euro 2020, czekać będą nas dopiero w 2019 roku.


Liga Narodów – mecz Włochy – Polska – piątek, 7.09.2018 r., godz: 20:30. Transmisja: TVP1.
Mecz towarzyski – Polska – Irlandia – wtorek, 11.09.2018 r., godz: 20:35. Transmisja: TVP1.


Pozostałe mecze w Lidze Narodów transmitowane przez TVP1, TVP Sport, Polsat Sport, Polsat Sport News i Polsat Sport Extra:

Piątek, 7.09.2018 r.
Piątek, 7.09.2018 r., godz: 17:50 – mecz Azerbejdżan – Kosowo. Transmisja: Polsat Sport News.
Piątek, 7.09.2018 r., godz: 20:35 – mecz Włochy – Polska. Transmisja: TVP1 i Polsat Sport.
Piątek, 7.09.2018 r., godz: 20:35 – mecz Rumunia – Czarnogóra. Transmisja: Polsat Sport News.
Piątek, 7.09.2018 r., godz: 20:35 – mecz Turcja – Rosja. Transmisja: Polsat Sport Extra.

Sobota, 8.09.2018 r.
Sobota, 8.09.2018 r., godz: 14:50 – mecz Irlandia Północna – Bośnia i Hercegowina. Transmisja: Polsat Sport.
Sobota, 8.09.2018 r., godz: 17:50 – mecz Finlandia – Węgry. Transmisja: Polsat Sport Extra.
Sobota, 8.09.2018 r., godz: 17:50 – mecz Białoruś – San Marino. Transmisja: Polsat Sport News.
Sobota, 8.09.2018 r., godz: 17:50 – mecz Szwajcaria – Islandia. Transmisja: Polsat Sport.
Sobota, 8.09.2018 r., godz: 20:35 – mecz Luksemburg – Mołdawia. Transmisja: Polsat Sport Extra.
Sobota, 8.09.2018 r., godz: 20:35 – mecz Estonia – Grecja. Transmisja: Polsat Sport News.
Sobota, 8.09.2018 r., godz: 20:35 – mecz Anglia – Hiszpania. Transmisja: Polsat Sport.

Niedziela, 9.09.2018 r.
Niedziela, 9.09.2018 r., godz: 14:50 – mecz Ukraina – Słowacja. Transmisja: Polsat Sport Extra.
Niedziela, 9.09.2018 r., godz: 17:50 – mecz Dania – Walia. Transmisja: Polsat Sport.
Niedziela, 9.09.2018 r., godz: 17:50 – mecz Bułgaria – Norwegia. Transmisja: Polsat Sport Extra.
Niedziela, 9.09.2018 r., godz: 17:50 – mecz Gruzja – Łotwa. Transmisja: Polsat Sport News.
Niedziela, 9.09.2018 r., godz: 20:35 – mecz Francja – Holandia. Transmisja: Polsat Sport.
Niedziela, 9.09.2018 r., godz: 20:35 – mecz Cypr – Słowenia. Transmisja: Polsat Sport Extra.
Niedziela, 9.09.2018 r., godz: 20:35 – mecz Lichtenstein – Gibraltar. Transmisja: Polsat Sport News.

Poniedziałek, 10.09.2018 r.
Poniedziałek, 10.09.2018 r., godz: 20:35 – Portugalia – Włochy. Transmisja: Polsat Sport i TVP Sport.
Poniedziałek, 10.09.2018 r., godz: 20:35 – Szwecja – Turcja. Transmisja: Polsat Sport Extra.
Poniedziałek, 10.09.2018 r., godz: 20:35 – Szkocja – Albania. Transmisja: Polsat Sport News.

Wtorek, 11.09.2018 r.
Wtorek, 11.09.2018 r., godz: 20:35 – mecz Hiszpania – Chorwacja. Transmisja: Polsat Sport Extra.
Wtorek, 11.09.2018 r., godz: 20:35 – Islandia – Belgia. Transmisja: Polsat Sport News.

Mamma Mia! Here We Go Again–Przebojowa płyta z piosenkami ABBY

Mamma Mia! Here We Go Again – to sundtrack z muzycznego filmu „Mamma Mia! Here We Go Again”. Znane przeboje szwedzkiej grupy ABBA, zaśpiewane w nowoczesnym brzmieniu.

mamma-mia-here-we-go-again-the-movie-soundtrack-pl-b-iext52899800
Fot: Okładka płyty “Mamma Mia! – Here We Go Again”

Zarówno pierwsza część filmu „Mamma Mia!” jak i album z piosenkami z tego filmu, okazał się wielkim hitem, dlatego 10 lat później, producenci zdecydowali się na kontynuację tego fantastycznego musicalu (pierwsza część powstała w 2008 roku).

Dwa tygodnie przed premierą drugiej części filmu „Mamma Mia!”, do dobrych sklepów muzycznych trafia krążek z muzyką z tego musicalu. Po raz kolejny aktorzy grający w tym filmie zmierzyli się z największymi przebojami zespołu ABBA. Nad produkcją tego krążka czuwał Benny Andersson z ABBY.

Na płycie można usłyszeć 18 przepięknych piosenek w nowoczesnych aranżacjach.

Polska premiera filmu “Mamma Mia! Here We Go Again”, odbyła się 27 lipca. W obsadzie ponownie zobaczyliśmy Meryl Streep, Amandę Seyfried, Dominica Coopera, Pierce’aBrosnana, Colina Firtha, StellanaSkarsgårda, Julie Walters i Christine Baranski. To właśnie oni podczas pierwszej części skradli telewidzom i słuchaczom serca.

Nowi aktorzy…

Do drugiej części filmu dołączyli do nich Lily James, Cher, Andy Garcia,Alexa Davies, Josh Dylan, Jeremy Irvine, Hugh Skinner oraz JessicaKeenanWynn. To dzięki tym aktorom film zyskał świeżość, a płyta nowe fanatyczne głosy.
Pierwszym singlem promującym składankę stała się piosenka “When I Kissed The Teacher” wykonywane przez Lily James i zespół The Dynamos.

Aktorka Lily James, która podbiła serca publiczności filmową postacią w Kopciuszku, zyskała sporą popularność, również jej warunki głosowe zostały docenione, śpiewa aż w 11 piosenkach.

Brzmi bardzo podobnie do Amandy Seyfried. Na pierwszej płycie Amanda śpiewała całą piosenkę „I have a dream”, w drugiej części również pojawia się ten przebój, ale już z głosem Lily James. Obydwie wersje piosenki warte posłuchania.

Dla fanów piosenki „Waterloo”, która w pierwszej części filmu była wykonywana, zabrakło je na soundtracku, w drugim już się pojawiła.

„Mamma Mia!” – to najbogatszy film musicalowy…

Pierwsza część “Mamma Mia!” to najbogatszy filmowy musical wszech czasów. Album sprzedał się w ilości 7,7 mln egzemplarzy na całym świecie, natomiast w serwisach cyfrowych zanotował około 406 mln streamów. Grupa ABBA to jeden z najsłynniejszych popowych zespołów na świecie. Szwedzcy artyści sprzedali ponad 385 mln płyt na całym świecie.

Wszystkie osiemnaście piosenek zaśpiewanych na tym albumie, są godne polecenia. Nowe aranżacje i głosy sprawiają, że właśnie takich płyt chce się słuchać. I w tych piosenkach można czasem cofnąć się do dawnych czasów…


Mamma Mia! Here We Go Again – Tracklista:

1. When I Kissed The Teacher – (Lily James, Jessica Keenan Wynn, Alexa Davies & Celia Imrie)
2. I Wonder (Departure) – (Lily James, Jessica Keenan Wynn & Alexa Davies)
3. One Of Us – (Amanda Seyfried& Dominic Cooper)
4. Waterloo – (Hugh Skinner & Lily James)
5. Why Did It Have To Be Me ? – (Josh Dylan, Lily James & Hugh Skinner)
6. I Have A Dream – (Lily James)
7. Kisses Of Fire – (PanosMouzourakis, Jessica Keenan Wynn & Alexa Davies)
8. Anadante, Andante – (Lily James)
9. The Name Of The Game – (Lily James)
10. Knowing Me, Knowing You – (Jeremy Irvine, Lily James, Pierce Brosnan& Amanda Seyfried)
11. Angel Eyes – (Julie Walters, Christine Baranski& Amanda Seyfried)
12. Mamma Mia – (Lily James, Jessica Keenan Wynn & Alexa Davies)
13. Dancing Queen – (Pierce Bronsnan, Christine Baranski, Julie Walters, Colin Firth, StellanSkarsgard, Dominic Cooper & Amanda Seyfried)
14. I’ve Been Waiting For You – (Amanda Seyfried, Christine Baranski& Julie Walters)
15. Fernando – (Cher & Andy Garcia)
16. My Love, My Life – (Lily James, Meryl Streep & Amanda Seyfried)
17. Super Trouper – (Całaobsada)
18. The Day Before You Came – (Meryl Streep)

Premiera: 13.07.2018 r.

 

Mamma Mia! Here We Go Again – “When I Kissed the Teacher” (Lyric Video)

 

When I Kissed The Teacher – lyric

Premier League: Chelsea Londyn zagra z Arsenalem. Derby Londynu

Druga kolejka nowego sezonu, to m.in. debry Londynu, w których zagrają Chelsea przeciwko Arsenalowi. Nowi trenerzy mają odmienić oblicze swoich drużyn.

duc5bce-images-kopia-pomniejszone-na-45-blog-wiadomoc59bci24-pl_
Fot: Logo Premier League. Logo Ligi angielskiej.

Sierpień to czas na rozpoczęcie ligowych spotkań. Premier League sezon 2018/2019, rozpoczęła 10. sierpnia meczem Manchester United kontra Leicester City. Piłkarze po Mundialu w Rosji i krótkim urlopie wracają do pracy i swoich klubów.

Druga kolejka Premier League, to kolejne bardzo ciekawe spotkania. Jedno z nich zawsze cieszy się szczególnym powodzeniem, są to derby miasta. Już w drugiej kolejce będziemy oglądać potyczki Chelsea Londyn z Arsenalem.
Początek nowego sezonu dla Kanonierów nie ułożył się najlepiej. W pierwszej kolejce zmierzyli się z Manchesterem City, gdzie ulegli im 0:2 (0:1).

Natomiast Chelsea w pierwszym spotkaniu zmierzyła się z Huddersfiled Town FC, The Blues pewnie ich pokonała 3:0 (2:0).

Teraz Kanonierów czekają derby Londynu na Stamford Bringe, gdzie nie wygrali od 2011 roku. 1. sierpnia drużyny te rozegrały mecz sparingowy w ramach ICC, wówczas padł remis 1:1, a wrzutach karnych lepszy okazał się Arsenal.

Nowi trenerzy…

Zarówno The Blues jak i Kanonierzy latem zostały odmienione i przeszły przebudowę. Przede wszystkim mają nowych trenerów.

Chelsea pozyskała nowego szkoleniowca. Pod odejściu Włocha Antonio Conte, został nim Maurizio Sarri. 59-letni Włoch z powodzeniem prowadził poprzednie zespoły. Najbardziej zadowoleni byli we Włoszech w Napoli, gdzie jego podopieczni grali bardzo efektownie. Sarri pokazał jak wygląda prawdziwy futbol. Jest znawcą futbolu ofensywnego i tego konsekwentnie się trzyma. Chelsea choć od dobrych kilku lat zwycięża i jest skuteczna, ale ich gra jest mało porywająca, to właśnie Sarri ma to zmienić. Anglicy nie liczą na mistrzostwo już w pierwszym jego sezonie, ale będzie miłą niespodzianką jeśli tak się stanie. Jeśli nie to wszyscy liczą na pierwszą piątkę w tabeli.

Arsenal również ma nowego trenera. Jest nim Hiszpan Unai Emery. Ma 46 lat i pochodzi z piłkarskiej rodziny. On sam był piłkarzem, ale światowej kariery nie zrobił. W karierze trenerskiej idzie mu znacznie lepiej w latach 2013-2016 prowadził Sevillę z którą trzy razy rzędu wygrał Ligę Europy. Później pracował dla Paris Saint – Germain, ale nie spełnił oczekiwań na miarę wymagań tego klubu. Teraz rozpoczyna pracę w Arsenalu. Ma trudne zadanie, bo zastąpił lubianego i cenionego przez wszystkich Arsene’a Wengera, który pracował w tym klubie przez 22 lata.

Sami obcokrajowcy…

Najciekawsza sytuacja jest wśród piłkarzy, bo zarówno Chelsea jak i Arsenal, choć są to angielskiej zespoły, to mają bardzo mało w swoim składzie stricte angielskich piłkarzy. Większość z nich to obcokrajowcy.

I tak u Kanonierów na zarejestrowanych w potencjalnym pierwszym składzie piłkarzy jest około 27 a tylko 4 anglików. Natomiast Chelsea dysponuje około 28 piłkarzami, w tym tylko 6 jest pochodzenia angielskiego.

Chelsea i Arenal mają piłkarzy z Hiszpanii, Włoch, Niemiec, Brazylii, Belgii, Francji, Walii, Grecji, Argentyny czy Urugwaju. Mieszanka piłkarzy z różnych części Europy i świata sprawia, że zespoły te są nieprzecięte i cieszą się uznaniem wśród innych klubów i oczywiście kibiców.

W sobotę 18. sierpnia, Chelsea zagra z Arsenalem, która z drużyn w derbach Londynu okaże się lepsza? Dowiemy się po zakończeniu meczu.


Mecz Chelsea Londyn – Arsenal Londyn – sobota 18.08.2018 r., godz: 18:25. Tansmisja: Canal + 4K Ultra HD.


Pozostałe mecze transmitowane przez Canal + Sport 2, Canal + i Canal + 4K Ultra HD:
Sobota, 18.08.2018 r.

Sobota, 18.08.2018 r. godz: 13:25 – mecz Cardiff City FC – Newcastle United FC. Transmisja: Canal + Sport 2.
Sobota, 18.08.2018 r. godz: 15:55 – mecz West Ham United FC – Bournemouth AFC. Transmisja: Canal + Sport 2.
Sobota, 18.08.2018 r. godz: 13:25 – mecz Chelsea Londyn – Arsenal Londyn. Transmisja: Canal + 4K Ultra HD.

Niedziela, 19.08.2018 r.
Niedziela, 19.08.2018 r., godz: 14:25 – mecz Manchester City FC – Huddersfield Town FC. Transmisja: Canal +.
Niedziela, 19.08.2018 r., godz: 16:55 – mecz Brighton & Hove Albion FC – Manchester United FC. Transmisja: Canal + Sport 2.

Poniedziałek, 20.08.2018 r.
Poniedziałek, 20.08.2018 r., godz: 20:55 – mecz Crystal Palace FC – Liverpool FC. Transmisja: Canal + Sport 2.

Bartłomiej Banachowicz: “Jestem szczęśliwy…”

Bartłomiej Banachowicz, zwycięzca projektu ABAX Talents, opowiedział mi o konkursie, planach i marzeniach. Poznajcie Bartłomieja Banachowicza bliżej. Zapraszam do przeczytania wywiadu.

1... DSC06567 — kopia
Bartłomiej Banachowicz. Fot: ABAX. Kopiowanie zabronione!

Justyna Borowiecka: Komisja ABAX Talents wybrała Ciebie z spośród wielu kandydatów. Co czujesz jako zwycięzca projektu ABAX Talents?

Bartłomiej Banachowicz: Przede wszystkim jestem szczęśliwy, że udało mi się znaleźć w gronie uczestników projektu ABAX Talents. Bardzo się cieszę, że komisja dostrzegła i doceniła moje działania. Jest to dla mnie duże wyróżnienie.

Kto namówił Cię do udziału w programie?
– Do udziału w programie zachęcił mnie materiał promocyjny umieszczony na Facebook’u. Decyzję o aplikacji konsultowałem z rodzicami. Po dość długim omawianiu strategii pozostało mi przygotowanie odpowiedniego wniosku i wysłanie go do firmy ABAX.

Czego oczekujesz od ABAX w ramach projektu Talents?
– Moje oczekiwania wobec firmy ABAX zostały spełnione podczas pierwszej rozmowy, dzięki której dowiedziałem się więcej o projekcie, w którym obecnie uczestniczę. Myślę, że wsparcie merytoryczne, które obecnie otrzymuję od pracowników firmy jest cenniejsze niż jakiekolwiek wsparcie materialne i finansowe. Bardzo cenię sobie relację, którą nawiązaliśmy i wspaniałą atmosferę współpracy.

Masz 17 lat, wiążesz swoją przyszłość z animacją filmową?
– Moje obecne pasje na pewno wpłyną na wybór ścieżki zawodowej. Obecnie ciężko mi powiedzieć czy moja przyszła praca będzie wiązała się właśnie z animacją. Bardzo bym chciał by tak się stało, ale liczę się z tym, że niektórych rzeczy nie da się pogodzić. W takim wypadku na pewno będę się starał rozwijać moje obecne zainteresowania poza życiem zawodowym.

Warto dodać, że to nie jest Twoje pierwsze wyróżnienie, opowiedz o tych ważniejszych nagrodach?
– Pierwszym ważniejszym wyróżnieniem była nominacja do Nagrody im. Macieja Frankiewicza. Byłem wtedy w trzeciej klasie gimnazjum i nie miałem wyznaczonej ścieżki życiowej. Po prostu podążałem śladem moich zainteresowań i rozwijałem pasje. Wtedy znalazłem się w gronie dziesięciu osób nominowanych do tej nagrody. Kolejnym wyróżnieniem była nominacja do Nagrody im. Jana Rodowicza „Anody”. Po raz drugi miałem okazję poznać wielu wspaniałych ludzi, którzy przedkładają dobro społeczeństwa nad własne potrzeby. Znalezienie się w takim gronie raz udział w wydarzeniach związanych z nominacją był dla mnie ogromnym zaszczytem i jednocześnie wspaniałą przygodą.

Pochodzisz z Poznania, powiedz gdzie się uczysz i co planujesz po zakończeniu szkoły średniej?
– Obecnie jestem uczniem klasy informatyczno-matematyczno-fizycznej w VIII Liceum Ogólnokształcącym im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Jest to jedne z najlepszych liceów matematyczno-przyrodniczych w Wielkopolsce. Po ukończeniu szkoły średniej na pewno będę się chciał kształcić dalej, ale jeszcze nie wiem jaki kierunek wybiorę.

2... DSC06556 — kopia
Bartłomiej Banachowicz. Fot: ABAX. Kopiowanie zabronione!

Jakie masz jeszcze zainteresowania?
– Jednym z moich zainteresowań jest ratownictwo wodne i ogólno pojęte bezpieczeństwo. Obecnie bardzo mocno współpracuję z WOPR Województwa Wielkopolskiego, dla którego prowadzę profilaktykę i edukację z zakresu bezpieczeństwa nad wodą. Staram się wspomagać moimi umiejętnościami działania, które mają zmniejszyć ilość niebezpiecznych wypadków na obszarach wodnych.

Co lubisz robić w wolnym czasie?
– Jestem zwolennikiem aktywnego wypoczynku. Lubię regenerować siły w trakcie robienia rzeczy, które sprawiają mi przyjemność. Wolny czas spędzam robiąc filmy, działając społecznie czy uprawiając sport. Czasem jednak lubię trochę poleniuchować i posłuchać muzyki.

Jakie masz plany na najbliższe dni / miesiące?
– Chciałbym jak najlepiej wykorzystać pozostały mi czas wakacji. Obecnie realizuję duży projekt związany z obchodami 100. rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego. W wolnych chwilach angażuję się w profilaktykę nad wodą.

I na koniec możesz pozdrowić naszych czytelników i dodać coś od siebie 😊.
– W tym miejscu chciałbym się zatrzymać i podziękować wszystkim, którzy wspierają mnie w podejmowanych przeze mnie działaniach. Jest jednak osoba, która w szczególności przyczyniła się do moich osiągnięć. Jest nią moją nauczycielka języka polskiego z gimnazjum, p. Anna Walkowiak. To właśnie ona stoi za tymi dwoma nominacjami, a działań, które podejmowała bym mógł rozwijać swoje pasje było znacznie więcej.
Jednocześnie chciałbym podziękować mojej rodzinie, która wspiera mnie przez wszystkie dni w roku i przez całą dobę mogę na nią liczyć. (Pozdrawiam ciocię Basię 😊).

Z Bartłomiejem Banachowiczem rozmawiała: Justyna Borowiecka

O ABAX

ABAX pochodzi z Norwegii, gdzie od kilkunastu lat działa w branży telematycznej.
Posiadamy biura w Szwecji, Finlandii, Danii, Holandii, Wielkiej Brytanii, Chinach, Niemczech oraz w Polsce.

ABAX Triplog to system do monitorowania GPS wielu pojazdów jednocześnie. Usługa Triplog jest dostępna z poziomu komputera, laptopa, tabletu czy też urządzeń mobilnych. System pozwala na śledzenie pozycji pojazdu na żywo i wspiera już ponad 230 000 pojazdów w Europie, co czyni ABAX wiodącym producentem i dostawcą usług telematycznych na świecie. Wszystkie informacje o przejazdach są automatycznie przekazywane, grupowane i prezentowane w systemie w przejrzysty sposób.

Urządzenia ABAX umożliwiają automatyczne zapisywanie wszystkich przejazdów i ich danych..

Łatwe w samodzielnej instalacji, zgodne z przepisami skarbowymi dotyczącymi prowadzenia ewidencji przebiegu pojazdów – są odpowiednim rozwiązaniem dla samochodu firmowego lub prywatnego używanego także w celach służbowych.

ABAX Equipment Controlto system do śledzenia maszyn i sprzętu. Umożliwia lokalizowanie zasobów w czasie rzeczywistym z dowolnego urządzenia podłączonego do Internetu. Urządzenie jest solidne, niezawodne i niezwykle wydajne – w porównaniu z poprzednią generacją, wytrzymałość baterii zwiększyła się o średnio 40%.Nowa wersja oferuje również nowy i ulepszony GPS, z nową anteną i szybszym pozycjonowaniem GPS – 16 razy lepsza wydajność niż poprzednia generacja.

Dzięki systemowi do monitorowania maszyn i sprzętu administrator m.in. może poznać dokładny czas użytkowania swoich maszyn i urządzeń, ustawić automatyczne powiadomienia o przekroczeniu strefy GeoFence czy też przypomnienia o zbliżających się terminach przeglądu. Jest zatem idealnym narzędziem kontroli dla firm posiadających różnego rodzaju sprzęt.

Wszystkie urządzenia ABAX objęte są dożywotnią gwarancją

Na stronie ABAX można odpowiedzieć na kilka pytań i znaleźć system GPS, który najlepiej pasuje do potrzeb danego Klienta. Link do quizu tutaj.