Zdzisław Szymczyk – „Naszym zadaniem jest rozweselanie ludzi”. Wywiad

Perkusista z zespołu Baciary – Zdzisław Szymczyk w rozmowie o zespole, instrumentach, marzeniach i koncertach. Z góralskim pozdrowieniem dla wszystkich czytelników. Zapraszam do przeczytania wywiadu.

perkusista DSC_0365 - Kopia - Kopia - blog
Zdzisław Szymczyk – perkusista z zespołu Baciary | Fot: Justyna Borowiecka.

Justyna Borowiecka: Grasz na perkusji w zespole Baciary, powiedz jak Ci się tutaj gra i jak dogadujesz się z pozostałymi członkami zespołu?
Zdzisław Szymczyk: – Jesteśmy zespołem, więc musimy się dogadywać, bo to podstawa. Janusz „liter” zespołu powtarza, że żeby coś osiągnąć musi być zgoda i musimy działać razem, bo jak dwa konie ciągną wóz i jeden pójdzie w prawo a drugi w lewo to wóz się zepsuje. Tak jest z zespołem, wszyscy muszą w jedną stronę iść, a Janusz tego pilnuje, dlatego zespół Baciary osiągnął już taki mały sukces, to właśnie ten sukces jest w wozie, który my ciągniemy, wspólnie. Każdy z nas jest rodowitym góralem i jesteśmy trochę podobni, to też nam ułatwia sprawę. Z chłopakami znam się już długo. Jeszcze zanim zacząłem grać na perkusji, już ich znałem. Władek i Andrzej Skupień to moi sąsiedzi. Janusz, Andrzej i Jaś grali z moim bratem, więc bywali u mnie, kiedy byłem dzieckiem. Jak jest dobra atmosfera, to się dobrze gra. W moim przypadku pasja przerodziła się w pracę i kiedy gram to po prostu się bawię, jestem wtedy szczęśliwy, robię to, co kocham.

Perkusja to nie jedyny instrument, na którym grasz…
– Pochodzę z góralskiej rodziny i folklor towarzyszył mi od dziecka. Odkąd pamiętam, należałem do zespołu regionalnego. Tańczyłem i śpiewałem, ale miałem pociąg do grania. Interesowały mnie różne instrumenty. W wieku 9 lat zacząłem chodzić do szkoły muzycznej. Skończyłem pierwszy stopień na instrumencie głównym, akordeon. Międzyczasie próbowałem już coś stukać, jakieś rytmy, gdzie się tylko dało, a że starszy brat, który też jest perkusistą, miał już swoją perkusję i czasami była w domu, to leciałem i próbowałem. Jak góral, to pasowałoby żeby grał na instrumencie regionalnym. Po skończeniu szkoły muzycznej miałem niechęć do grania i rzuciłem akordeon w kąt. Dopiero, gdy poszedłem do szkoły średniej poznałem Karola, z którym się zaprzyjaźniłem. Dzięki niemu gram też na basach podhalańskich. Jeden z instrumentów ludowych Podhala, który teraz uczestniczy w występach z Baciarami. Basy wyglądają jak wiolonczela, bo niektóre kiedyś nimi były, ale mają trzy struny o całkiem innym stroju niż wiolonczela i tym się różnią. Jest to instrument bardziej rytmiczny niż melodyczny i może, dlatego na nim gram, jestem po prostu od trzymania rytmu. Perkusja i basy podhalańskie to moje instrument w zespole.

Ile potrzeba czasu, aby dobrze nauczyć się grać na perkusji, czy jest jakiś limit czasu, czy to wszystko zależy od zdolność?
– Własną perkusje miałem w wieku 14 lat i do dziś nie gram dobrze. Gram wystarczająco na tyle żeby ludzie mogli się bawić. Jestem samoukiem, nigdy nie miałem kogoś, kto by mi pokazał jakiś rytm. Widzę wiele niedoskonałości w swojej grze i wiele razy mówiłem sobie, że pójdę na jakieś lekcje perkusji, ale po prostu teraz nie mam na to czasu. Jakiś talent na pewno posiadam, bo chyba byłoby kiepsko grać tak bez niczego. Mam dobry słuch i używam go, gram to, co usłyszę u innych.

Wasze koncerty są czasem bardziej rozrywkowe z bębnami, głośnikami, perkusją itp., ale tez gracie tradycyjną – góralską muzykę, którą wersje koncertów bardziej lubisz?
– Zdarzają się występy z muzyką typowo góralską i dla mnie nie byłoby różnicy, bo tak samo kocham folklor jak i perkusje, ale ludziom jednak bardziej przypada do gustu muzyka rozrywkowa, czyli ta z perkusją itd. Muzyka podhalańska, góralska jest trudna i nudna dla ludzi spoza Podhala, którzy nie mają styczności z folklorem, dlatego właśnie wolę, kiedy gramy występy z głośnikami. Ludzkie są zadowoleni to i my jesteśmy, a naszym zadaniem jest rozweselanie ludzi.

Gracie sporo koncertów, czy jest jakiś koncert, który szczególnie zapamiętałeś?
– Sporo koncertów to sporo wspomnień. Na każdym inne wydarzenia i inni ludzie, więc wiele do zapamiętania, lecz wszystkiego się nie da. Powiem krótko, mam słabą głowę do tego. Tyle razy chciałem zapamiętać jakąś opowieść czy zdarzenie, nie dało rady, choćbym chciał (uśmiech).

Występujecie podczas koncertów plenerowych jak i tych w środku pomieszczeń np. restauracjach, Domach Kultury itp., które koncerty lepiej Ci się gra te plenerowe czy w klubach?
– Wydaje mi się, że nie ma na to reguły. Koncert to koncert. Wiele czynników wpływa na to czy się dobrze gra. Wystarczy mały uraz palca i nie będę miał swobody. W moim odczuciu to byłby słaby koncert. Czasami po prostu jest zły dzień i źle się gra, ale jeśli wszystko jest dobrze to gra się tak samo dobrze plener jak i koncert zamknięty.

Wiem, że muzycy żyją muzyką cały czas, również po koncercie. Jakiej muzyki i wykonawców lubisz słuchać, na co dzień?
– Nie mam konkretnych ulubieńców ani swojej playlisty. Jeśli jakaś piosenka mi się spodoba to jej posłucham. Słucham muzyki przeważnie w samochodzie z radia, trzeba też się wyciszyć i odpocząć trochę.

Bycie muzykiem wiąże się z częstym podróżowaniem i kontaktami z ludźmi. Powiedz czy po koncercie bliżej Ci do zacisza domowego czy duszy towarzyskiej?
– Nasz weekend, jako zespołu zaczyna się w czwartek i kończy w niedzielę, bo w te dni gramy. Bywało tak, że w jeden dzień graliśmy trzy koncerty. Wydawałoby się, że nasza praca to tylko przyjechać zagrać i jechać do domu. Zupełnie nie. Sama jazda w upalny dzień po kilkaset kilometrów może wyczerpać całkowicie, a to dopiero początek. Rozpakowanie sprzętu, rozstawienie na scenie, próba nagłośnienia i dopiero koncert. Wtedy rozpiera mnie energia, czasami sam nie wiem skąd, ale po prostu chce mi się grać. Później pakowanie, trzeba iść i porozmawiać z ludźmi z widowni, bo po to też przyszli, i tak jeszcze dwa razy w ten sam dzień, a są trzy takie dni. Po powrocie z weekendu nie marzę o niczym innym jak o porządnym śnie i odpoczynku. Poniedziałek to taki dzień bez niczego, całkowite wyciszenie, a dopiero we wtorek wracam do normalnego życia i towarzystwa.

Czy masz jakieś inne zainteresowania oprócz muzyki, jeśli tak to jakie?
– Folklor i kultura Podhala to główne moje zainteresowanie. Mam nadzieję, że będę mógł kiedyś przekazać go następnemu pokoleniu, bo bardzo mi zależy żeby góralszczyzna przetrwała jak najdłużej.

Jakie jest Twoje największe marzenie?
– Mieć prace, którą się kocha to marzenie niejednej osoby. Mi się udało i chciałbym by tak było jak najdłużej. Żeby móc i chcieć grać.

Jakie masz plany na najbliższe dni/ miesiące?
– Jestem w trakcie budowy domu i to jest mój plan myślę, że nie na jeden miesiąc. Jeszcze dużo pracy przede mną.

I na koniec możesz pozdrowić naszych czytelników i zaprosić na Wasze koncerty.
– (Wiadomo, że nie da się napisać gwarą tak jak się mówi, ale trochę spróbuję).
Nojserdecniyjse pozdrowiynia z pod samiućkik tater dlo syćkik cytelnikow gazety od perkusisty Baciarów. Zaprosom na nase koncerty, a grafik mozeciy znalyźć na nasyj stroniy internetowyj i Facebooku.

Ze Zdzisławem Szymczykiem rozmawiała: Justyna Borowiecka.

Szymon Sićko: „Gra w reprezentacji to powód do dumy”. Wywiad

Szymon Sićko, szczypiornista VIVE Kielce, który przebywa na wypożyczeniu w Górniku Zabrze. Opowiedział mi o klubie, marzeniach, reprezentacji Polski i meczu z Wisłą Płock. Zapraszam do przeczytania wywiadu.

9-www - Kopia blog
Szymon Sićko – NMC Górnik Zabrze. Fot: Krzysztof Kuroń / NMC Górnik Zabrze / Mufon.pl

Justyna Borowiecka: Pamiętasz swoje początki w piłce ręcznej, jakie one dla Ciebie były. Jak to się stało, że zacząłeś się interesować handballem?
Szymon Sićko: – Historia jest dość prosta i nieco przypadkowa. Wszystko zaczęło się to w szkole podstawowej, poszedłem do klasy sportowej, a tam wspólnie z klas wybraliśmy piłkę ręczna, jako główna dyscyplinę.

Jesteś zawodnikiem VIVE Kielce, ale obecnie przebywasz na wypożyczeniu w NMC Górniku Zabrze, powiedz jak Ci się tutaj gra i trenuje?
– W Górniku czuje się dobrze. Mamy stosunkowo młody zespół, a to świetnie wpływa na atmosferę na treningach i na meczach.

Trenuje Was Marcin Lijewski, który był wielką postacią w piłce ręcznej. Jak się z nim dogadujesz i jak odbierasz go, jako trenera i osobę. Czy potrafi przekazać Wam swoją wiedzę w sposób zrozumiały?
– O trenerze Lijewskim mogę wypowiedzieć się w samych superlatywach, ma bardzo dobre podejście do zawodników i oczywiście ogromną wiedzę i doświadczenie. To też „sympatyczny gość” na co dzień, choć wie kiedy przycisnąć zawodników do cięższej pracy.

Przebywałeś również na wypożyczeniu w TV 05/07 Hüttenberg, jak wspominasz pracę w Bundeslidze? Chciałbyś jeszcze kiedyś wrócić do tej ligi?
– Okres w Niemczech był ciężki. Grałem niewiele, za to miałem sporo problemów zdrowotnych. Ale chciałbym jeszcze kiedyś sprawdzić się w mocnej lidze zagranicznej.

Jaki mecz w Twoim wykonaniu będziesz wspomniał najmilej?
– Na razie nie oglądam się w przeszłość. Mam nadzieję, że najlepszy mecz jest jeszcze przede mną.

Jesteś powoływany również do reprezentacji Polski, co czujesz, jako młody zawodnik, który może reprezentować na turniejach nasz kraj?
– Bez wątpienia gra w reprezentacji to powód do dumy. Ale to także niesamowite i niezapomniane emocje i gra na najwyższym poziomie.

W tym roku uczestniczyłeś w Mistrzostwach Europy w Szwecji, jak będziesz wspominać ten turniej?
– Przede wszystkim czuję niedosyt. Mogliśmy sprawić niespodziankę, zawalczyć o wyższe cele w tym turnieju. A tak, jak wszyscy widzieliśmy, po prostu się nie stało.

W środę, 29 stycznia zagracie przeciwko Wiśle Płock, powiedz jak przygotowujecie się do tego meczu, na jaki element gry postawicie, aby móc pokonać Nafciarzy?
– Tak naprawdę przygotowania nie odbiegają od innych spotkań ligowych. Kładziemy nacisk na taktykę i współpracę na boisku. W tym meczu musimy jednak zagrać wyjątkowo twardo w obronie i skutecznie w ataku, by nawiązać walkę z tak klasowym rywalem.

Jakie jest Twoje największe marzenie?
– Sportowo? Grać w każdym kolejnym meczu jak najlepiej i ciągle się rozwijać.

Dziękuję za poświęcony czas. Czego mogę Ci życzyć na koniec naszej rozmowy?
– Przede wszystkim zdrowia. A reszta to już wynik ciężkiej pracy.

To życzę Ci zdrowia i spełnienia marzeń. A teraz na koniec możesz pozdrowić naszych czytelników i zaprosić na mecze Górnika Zabrze.
– Serdecznie pozdrawiam wszystkich czytelników, życząc wielu wspaniałych chwil podczas kibicowania piłkarzom ręcznym. Oczywiście najchętniej – NMC Górnikowi Zabrze, na którego halę zapraszam najserdeczniej.

Z Szymonem Sićko rozmawiała: Justyna Borowiecka.

Antonio Morant Albelda: – “Dar conciertos y compartir lo que sé con los más jóvenes”. Entrevista.

Antonio Morant Albelda, un pianista español de talla mundial, me habló sobre música, conciertos, sueños y planes para el Año Nuevo. Los invito a leer la entrevista.

Antonio - Kopia
Fot: Antonio Morant Albelda / Archivo de material

Justyna Borowiecka: Has estado tocando el piano desde que tenías seis años, ¿por qué elegiste este instrumento?
Antonio Morant Albelda: – Sí, así es. Bueno… en realidad yo empecé a tocar la trompa, ya que mi padre es trompista. Pero la relación profesor-alumno (padre-hijo) no fue muy satisfactoria… ya que yo fui un niño un poco nervioso y revoltoso, y mi padre pronto vió que mostraba más interes por el piano que por la trompa. Así que enseguida cambié al piano. La verdad que ha sido un instrumento que desde muy pequeño me llamó la atención. Al principio, como a todos, llama la atención por lo „grande y bonito” que es. Pero obviamente me encantó desde el principio en todos los sentidos.

¿Hay raíces musicales en tu familia, alguien tocó un instrumento o eres la primera persona de la familia que se ocupa de música?
– Sí, como comentaba anteriormente mi padre es trompista profesional. Mis primeras lecciones de música y de solfeo fueron de su mano, y posteriormente ya entré en el Conservatorio, siempre siguiendo su asesoramiento al cual tantísimo tengo que agradecer. Y por otro lado, aunque mi madre es doctora en farmacia, ha sido un apoyo fundamental a lo largo de toda mi formación y carrera artística. Así que, de verdad puedo decir que he tenido muchísima suerte en casa.

Has sido galardonado muchas veces en concursos nacionales e internacionales, entre otros: en Valencia, Barcelona, Alemania, Palma de Mallorca. ¿Qué premio es la más valioso para ti?
– Sí, así es. Los concursos siempre han sido una gran motivación a lo largo de mis años de formación. Cuando preparaba un concurso (siempre lo he dicho), estudiaba más y mejor, ya que la preparación que requiere hace que tu estudio sea más minucioso e intenso. Pero el mundo de los concursos “hay que cogerlos con pinzas”, ya que están sujetos a subjetividades como es apreciar el arte en sí mismo (en este caso la música), y es por esto que creo que hay que verlos como eso: como una motivación en tu estudio y un enriquecimiento en tu trayectoria.
Dicho esto… guardo un cariño especial a los concursos que gané en Alemania (el Alfred Schnittke International Piano Competition) y en Trieste-Italia (el Ars Nova International Piano Competition), ya que supusieron para mí una gran recompensa a un gran esfuerzo.
Pero si tengo que responder de verdad, el premio más valioso para mí ha sido poder estudiar con los profesores que he estudiado, que tan difícil es encontrar esta figura de profesor que te llene, te forme, y conecte contigo… Jorge Blom-Dahl, Carlos Apellaniz, Juana Blanco, Brenno Ambrosini, y ya en Varsovia con Piotr Paleczny y Karolina Nadolska… han sido el premio más valioso de mi carrera.

Has participado en muchos conciertos, entre otros en Valencia, Hamburgo, Trieste, Castellón, qué concierto recuerdas más?
– Sí, he actuado en salas en España, Francia, Portugal, Noruega, Polonia, Italia, Serbia… La próxima semana santa tengo una gira por Estados Unidos (incluyendo Los Ángeles, Chicago y Nueva York). Cada concierto es diferente y cada concierto es especial. Recuerdo con especial cariño un concierto que di en el Palau de la Música de Valencia, porque cada vez que saludaba al público veía a toda mi familia, y en especial a mis abuelos (incluyendo mi abuelo ya fallecido) a los que tanto cariño les tengo. Tocar en casa, rodeado de amigos y familia, siempre es especial.

El año pasado, cooperaste con el trompetista español Rubén Simeo, ¿cómo evalúas su cooperación y como os llevais?
– Sí, efectivamente. Desde finales del 2018 formamos el Simant Duo, y recientemente hemos grabado un CD, “New way”, que pronto saldrá a la venta. Trabajar con Rubén es impresionante, en todos los sentidos. Rubén está considerado a sus 27 años como uno de los mejores trompetistas del mundo, fue discípulo del legendario Maurice André, y ha recorrido todo el mundo desde muy joven por sus dotes prodigiosas desde pequeño. Pero por encima de eso, es como un gran amigo para mí. Admiro su positivismo, su alegría, sus ganas de hacer música, su humildad, y un largo etc. Así que estoy muy orgulloso y contento de esta cooperación, y creo que va para largo.

¿Cómo recuerdas vuestros conciertos conjuntos?
– Pues los recuerdo muy intensamente. Siempre disfrutando muchísimo, ya que, como digo, al ser amigos y llevarnos tan bien, disfrutamos muchísimo compartiendo música con un público que siempre es caluroso y entregado con nosotros.

¿Qué canciones sueles tocar en los conciertos?
– Recientemente estoy interpretando bastante Chopin. Pero tengo en mi repertorio otros compositores como Liszt, Moussorgsky, Schubert o Granados. Este año es el 250 aniversario de de Beethoven, y para mi es un placer haber sido programado en el Ciclo del Palau de la Música de Valencia, donde se interpretará la integral de sus sonatas (yo en concreto interpretaré tres, el día 5 de diciembre de 2020).

Estudiaste en la Universidad Fryderyk Chopin en Varsovia, ¿cómo recuerdas este período?
– Lo recuerdo como 5 de los mejores años de mi vida. En todos los sentidos. Aprendí tantísimo de profesores, alumnos, amigos, etc… Viví fuera de casa por primera vez. Disfruté de Varsovia en todos sus sentidos. Y guardo estos años de formación y experiencias en un lugar muy especial de mi corazón.

Bajo la atenta mirada de Piotr Paleczny, di cómo te llevaste con él y cuál es tu opinión de el como profesor.
– Tanto Piotr Paleczny como su asistente Karolina Nadolska son dos personas a las que les debo muchísimo, tanto en lo profesional como en lo personal. Para mi estudiar con el Prof. Paleczny, que tanto en Polonia como a nivel mundial es una eminencia del piano, tan prestigioso profesor y concertista, que para mí ha sido un honor haber tenido la oportunidad de haber estudiado con él durante 4-5 cursos académicos. Mi relación con ellos es muy buena, nos guardamos un gran respeto, pero gran afecto mútuo que confío va a durar siempre a pesar de la distancia. No obstante, el agradecimiento anterior debería darlo a mi anterior maestro, Brenno Ambrosini, y a su mujer, Bernadetta Raatz, quienes me pusieron en contacto con el Prof. Paleczny e hicieron posible que el profesor quisiera escucharme tocar en una clase extraordinaria, y ahí decidió darme la oportunidad de poder trabajar con él en la Universidad.

¿Cómo te gusta Varsovia?
– Varsovia me encanta. Es una ciudad donde he vivido muy a gusto (a pesar del frío de invierno…). El invierno, como digo, es muy duro… al menos para mí… un español, de Valencia, donde estamos acostumbrados al buen tiempo y el sol, la playa, terrazas, etc.
Pero la vida en Varsovia es muy bonita, tiene mucho encanto, y espero volver mil veces (o más) en lo que me quede de vida.

¿Has notado algunas características similares entre polacos y españoles, o somos bastante diferentes?
– Creo que en todos los países te puedes encontrar personas de todos los tipos: gente simpática, gente antipática, gente más fría o gente más cercana, etc. Y en Polonia he encontrado con gente de todos estos tipos. Pero afortunadamente, ha abundado más en mi vida la gente amable, simpática y cercana, que gente antipática o arrogante.

Cuál es tu sueño más grande?
– Mi sueño más grande es poder disfrutar muchos años de la música. En este sentido idolatro muchísimo a mi profesor Paleczny. Ver, que a su edad, sigue viajando tantísimo, dando conciertos, grabando, de jurado en concursos, etc., que es algo que admiro muchísimo. Así que sí… sería un sueño poder disfrutar durante muchísimos años de lo que más me gusta, que es dar conciertos, compartir lo que sé con los más jóvenes, etc.

El año 2019 terminó, ¿cómo fue para ti?
– El 2019 ha sido un año que nunca olvidaré: en verano aprobé unos exámenes muy duros en España, llamados oposiciones, y los cuales estuve durante muchísimos meses preparando, para ser “catedrático” (el rango más alto de profesor en nuestras universidades de música, que en España se llaman “conservatorios superiores de música”). Estos exámenes, una vez los apruebas, tienes esta plaza hasta el momento en que te jubiles, y por tanto es muy importante poder aprobarlos. Así que digo que nunca los olvidaré por este motivo. Por otro lado, la segunda mitad del 2019 ha estado llena de conciertos, y me ha abierto muchísimas puertas para este 2020, así que en ese sentido también ha sido un año muy positivo.

¿Cuáles son tus planes para el nuevo año 2020, dónde podremos escucharte?
– Como he comentado antes, tengo bastantes conciertos programados para este 2020, en ciudades como París, Barcelona, Madrid, Sevilla, Los Angeles, Chicago, Nueva York, Castellón, Florencia, Valencia… así que bueno, a estudiar mucho y prepararse bien para todos ellos.

¿Alguna vez actuarás en Polonia?
– De momento no tengo nada programado en Polonia, pero quien sabe. ¡Espero que sí! ¡Seguro que sí, algún día!

Y al final puedes saludar a los lectores e invitarlos a tus conciertos.
– Pues nada, agradecer a todos los lectores que se hayan tomado un tiempo para leer esta entrevista y simplemente decir que toda la información de mi actividad la pueden encontrar en mi página profesional de Facebook (Antonio Morant Albelda – pianist) o en mi cuenta de Instagram (@antoniopianist). ¡¡Saludos!!

Justyna Borowiecka habló con Antonio Morant Albelda.

Schubert – Serenade (Simant Duo, audio recording)

Spanish rhapsody – Liszt

Antonio Morant Albelda – „Grać koncerty i dzielić się tym, co wiem z najmłodszymi”. Wywiad.

Antonio Morant Albelda, hiszpański pianista klasy światowej opowiedział mi o muzyce, koncertach, marzeniach i planach na Nowy Rok. Zapraszam do przeczytania wywiadu.

Antonio - Kopia
Fot: Antonio Morant Albelda /archiwum materiału.

Justyna Borowiecka: Grasz od szóstego roku życia na fortepianie, dlaczego wybrałeś akurat ten instrument?
Antonio Morant Albelda: – Tak jest. Cóż … właściwie zacząłem grać na waltornie, ponieważ mój ojciec jest trębaczem. Ale relacja nauczyciel-uczeń (ojciec-syn) nie była zbyt satysfakcjonująca… ponieważ byłem trochę nerwowym i niesfornym dzieckiem, a mój ojciec wkrótce zobaczył, że bardziej interesuje mnie fortepian niż waltornia. Natychmiast przełączyłem się na fortepian. Prawda, która była narzędziem, które zwróciło moją uwagę od najmłodszych lat. Na początku, podobnie jak wszyscy inni, zwraca uwagę na to, jak „duży i piękny” jest. Ale oczywiście pod każdym względem mi się podobało.


Czy w Twojej rodzinie są korzenie muzyczne, ktoś grał na jakimś instrumencie czy jesteś pierwszą osobą w rodzinie, która zajmuje się muzyką?

– Tak, jak powiedziałem wcześniej mój tata jest zawodowym trębaczem. Moje pierwsze lekcje muzyki odbyły się z jego ręki, a potem wstąpiłem do Konserwatorium, zawsze postępując zgodnie z jego radami, za które muszę bardzo podziękować. Z drugiej strony, chociaż moja mama jest lekarzem w aptece, stanowiła fundamentalne wsparcie podczas mojej kariery szkoleniowej i artystycznej. Mogę, więc naprawdę powiedzieć, że miałem szczęście w domu.

Byłeś wielokrotnie nagradzany w konkursach krajowych i międzynarodowych między innymi: w Walencji, Barcelonie, Niemczech, Palma de Mallorca. Która nagroda jest dla Ciebie najcenniejsza?
– Tak jest. Konkursy zawsze były świetną motywacją przez całe moje kształcące lata. Kiedy przygotowywałem konkurs (zawsze to powtarzałem), uczyłem się więcej i lepiej, ponieważ przygotowanie, które wymaga, sprawia, że twoje studia są bardziej dogłębne i intensywne. Ale świat konkursów „trzeba złapać pincetą”, ponieważ podlegają one subiektywizmom, takim jak docenienie samej sztuki (w tym przypadku muzyki), i dlatego myślę, że trzeba je tak widzieć: motywacja do nauki i wzbogacenie kariery.
Powiedziałbym – Mam szczególne przywiązanie do konkursów, które wygrałem w Niemczech (Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny Alfreda Schnittke) oraz w Trieście we Włoszech (Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny Ars Nova), ponieważ były one wielką nagrodą za wielki wysiłek.
Ale jeśli naprawdę muszę odpowiedzieć, najcenniejszą dla mnie nagrodą jest możliwość studiowania u profesorów, których studiowałem, jak trudno jest znaleźć tę postać nauczyciela, który cię wypełnia, trenuje i łączy z tobą … Jorge Blom-Dahl, Carlos Apellaniz, Juana Blanco, Brenno Ambrosini, a już w Warszawie z Piotrem Palecznym i Karoliną Nadolską… – były najcenniejszą nagrodą w mojej karierze.

Brałeś udział w wielu koncertach między innymi Walencji, Hamburgu, Trieste, Castellón, który koncert wspominasz najmilej?
– Tak, występowałem w teatrach w Hiszpanii, Francji, Portugalii, Norwegii, Polsce, Włoszech, Serbii… W święta Wielkanocne mam tournée po Stanach Zjednoczonych (w tym Los Angeles, Chicago i Nowy Jork). Każdy koncert jest inny, a każdy koncert jest wyjątkowy. Ze szczególnym uczuciem pamiętam koncert, który dałem w Palau de la Música w Walencji, ponieważ za każdym razem, gdy witałem publiczność, widziałem całą moją rodzinę, a zwłaszcza moich dziadków (w tym mojego zmarłego dziadka), których tak bardzo kocham. Gra w domu, w otoczeniu przyjaciół i rodziny, jest zawsze wyjątkowa.

W minionym roku współpracować z hiszpańskim trębaczem Ruben Simeo, jak oceniasz Waszą współpracę i jak się dogadujecie?
– Tak, rzeczywiście. Od końca 2018 roku utworzyliśmy Simant Duo, a ostatnio nagraliśmy płytę CD „New way”, która wkrótce trafi do sprzedaży. Praca z Rubén’en jest imponująca pod każdym względem. Rubén jest uważany za 27-letniego jednego z najlepszych trębaczy na świecie, był uczniem legendarnego Maurice’a André i podróżował po całym świecie od najmłodszych lat i jest niesamowity od dzieciństwa. Ale poza tym jest dla mnie jak wielki przyjaciel. Podziwiam jego pozytywizm, radość, pragnienie tworzenia muzyki, pokorę i długą przyjaźń itd. Jestem, więc bardzo dumny i szczęśliwy z tej współpracy i myślę, że będzie trwać ona długo.

Jak wspominasz Wasze wspólne koncerty?
– Cóż, pamiętam je bardzo intensywnie. Zawsze bardzo się cieszę, ponieważ, jak mówię, będąc przyjaciółmi – dobrze się dogadujemy, naprawdę lubimy dzielić się muzyką z publicznością, która jest zawsze ciepła i cieszy się razem z nami.

Jakie utwory najczęściej grasz na koncertach?
– Ostatnio gram sporo Chopina. Ale mam w swoim repertuarze innych kompozytorów, takich jak Liszt, Musorgski, Schubert czy Granados. W tym roku przypada 250. rocznica Beethovena i dla mnie to przyjemność zaproponować jego utwory w cyklu Palau de la Música w Walencji, gdzie zostanie zinterpretowana całka jego sonata (konkretnie zinterpretuję trzy, 5 grudnia 2020).

Studiowałeś na Uniwersytecie Fryderyka Chopina w Warszawie, powiedz jak wspominasz ten okres?
– Pamiętam to, jako 5 najlepszych lat mojego życia. Pod każdym względem. Wiele się nauczyłem od nauczycieli, uczniów, przyjaciół itp. Po raz pierwszy mieszkałem poza domem. Pod każdym względem podobała mi się Warszawa. I te lata szkolenia i doświadczeń trzymam w bardzo szczególnym miejscu w moim sercu.

Pod czujnym okiem Piotra Palecznego, powiedz jak się z nim dogadywałeś i jakim według Ciebie jest profesorem?
– Zarówno Piotr Paleczny, jak i jego asystentka Karolina Nadolska to dwie osoby, którym wiele zawdzięczam, zarówno zawodowo, jak i osobiście. Dla mnie studia u prof. Palecznego, który w Polsce i na świecie jest wybitnym pianistą, tak prestiżowym nauczycielem i wykonawcą koncertów, że dla mnie to zaszczyt móc uczyć się z nim na 4-5 kursach akademickich. Moje relacje z nimi są bardzo dobre, mamy wielki szacunek, ale wielkie wzajemne uczucie, któremu ufam i zawsze będzie trwać pomimo odległości. Jednak poprzednie podziękowania należą się mojemu poprzedniemu nauczycielowi, Brenno Ambrosini i jego żonie, Bernadetcie Raatz, która skontaktowała mnie z prof. Palecznym i pozwoliła nauczycielowi usłyszeć, jak gram w niezwykłej klasie, i tam on postanowił, że da mi możliwość współpracy z nim na uniwersytecie.

Jak podoba Ci się Warszawa?
– Kocham Warszawę. To miasto, w którym mieszkałem bardzo wygodnie (pomimo mroźnej zimy (uśmiech)). Zima, jak mówię, jest bardzo trudna, przynajmniej dla mnie. Hiszpan z Walencji, gdzie jesteśmy przyzwyczajeni do dobrej pogody i słońca, plaży, tarasów itp. Ale życie w Warszawie jest bardzo piękne, ma wiele uroku i mam nadzieję, że wrócę tysiąc razy (lub więcej) do tego, co mi pozostało z życia.

Czy zauważyłeś jakieś podobne cechy między Polakami a Hiszpanami, czy jesteśmy całkiem różni?
– Myślę, że we wszystkich krajach można spotkać ludzi wszystkich typów: miłych, nieprzyjaznych, zimniejszych lub bliższych itp. A w Polsce poznałem ludzi tego typu. Ale na szczęście życzliwych, przyjaznych i bliscy ludzie obfitowali w moim życiu więcej niż ludzie nieprzyjaźni i aroganccy.

Jakie jest twoje największe marzenie?
– Moim największym marzeniem jest móc cieszyć się muzyką przez wiele lat. W tym sensie bardzo ubóstwiam mojego profesora Palecznego. Widzisz, w swoim wieku wciąż dużo podróżuje, dając koncerty, nagrania, jest jurorem w konkursach itp., Co bardzo podziwiam. Więc tak, byłoby marzeniem móc cieszyć się przez wiele lat tym, co lubię najbardziej, czyli dawać koncerty, dzielić się tym, co wiem z najmłodszymi itp.

Skończył się rok 2019, jaki był dla Ciebie?
– Rok 2019 był rokiem, którego nigdy nie zapomnę: latem zdałem kilka bardzo trudnych egzaminów w Hiszpanii, zwanych opozycjami, które przygotowywałem przez wiele miesięcy, aby zostać „profesorem” (najwyższy stopień nauczyciela na naszych uniwersytetach muzycznych, które w Hiszpanii nazywane są „wyższymi konserwatoriami muzyki”). Po zdaniu tych egzaminów masz to miejsce do momentu przejścia na emeryturę, dlatego bardzo ważne jest, aby je zdać. Mówię więc, że z tego powodu nigdy tego nie zapomnę. Z drugiej strony druga połowa 2019 roku była pełna koncertów i otworzyła wiele drzwi na 2020 rok, więc pod tym względem był to również bardzo pozytywny rok.

Jakie masz plany na nowy 2020 rok, gdzie będzie można Cię usłyszeć?
– Jak powiedziałem wcześniej, mam zaplanowanych wiele koncertów na 2020 rok, w miastach takich jak Paryż, Barcelona, Madryt, Sewilla, Los Angeles, Chicago, Nowy Jork, Castellón, Florencja, Walencja… Tak dobrze, aby uczyć się ciężko i dobrze się przygotować do wszystkie z nich.

Czy wystąpisz kiedyś w Polsce?
– W tej chwili nie mam w programie koncertów w Polsce, ale kto wie. Mam taką nadzieję! Z pewnością kiedyś! (uśmiech).

I na koniec możesz pozdrowić czytelników i zaprosić na swoje koncerty.
– Cóż, dziękuję wszystkim czytelnikom, którzy poświęcili trochę czasu na przeczytanie tego wywiadu i po prostu mówią, że wszystkie informacje na temat mojej działalności można znaleźć na mojej profesjonalnej stronie na Facebooku (Antonio Morant Albelda – pianist) lub na moim koncie Instagram (@antoniopianist). Pozdrowienia!

Z Antonio Morant Albelda rozmawiała: Justyna Borowiecka.

—-

Schubert – Serenade (Simant Duo, audio recording)

 

Spanish rhapsody – Liszt

 

9-te urodziny bloga! :)

Drodzy czytelnicy,

Za nami kolejny rok na witrynie wordpress i kolejne dziewięć lat istnienia bloga Uśmiech Sportu i Muzyki.

Dziękuję serdecznie za wszystkie odwiedziny, wiadomości i miłe maile. Nowy Rok 2020, rozpoczynam jak zawsze teksem o piłce ręcznej – Mistrzostwa Europy 2020, które w tym roku odbędą się w Szwecji, Austrii i Norwegii. Trzymajcie mocno kciuki za podopiecznych Patryka Rombla :).

Do Premier League wracam dopiero w lutym a później do Bundesligi i oczywiście w przerwie Champions League.

Również w luty pojawi się tekst muzyczny, tym razem zaproponuję album Rafała Blechacza i Bomsori Kim „Faure, Debussy, Szymanowski, Chopin”. W kolejnych miesiącach pojawią się kolejni wykonawcy. I oczywiście kolejne teksty sportowe.

Na ten rozpoczynający się Rok 2020 życzę Wam zdrowia i wytrwałości w dążeniu do wytyczonego celu, spełniajcie swoje marzenia i niech ten Nowy Rok będzie dla Was szczęśliwy i piękny jak ten zachód słońca!

Do zobaczenia!

Pozdrowienia,

Justyna Borowiecka

DSC_0016 -- 2 - Kopia
9-te urodziny bloga 🙂 Fot: Justyna Borowiecka.

Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej. Jak zaprezentują się Biało-Czerwoni?

Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej mężczyzn w tym roku odbędą się w trzech państwach Szwecji, Austrii i Norwegii. Jak w tym roku wypadnie reprezentacja Polski i czy uda się im się wyjść z grupy?

logo_EHF-EURO-2020 - Kopia
Fot: Logo Mistrzostw Europy 2020 w piłce ręcznej mężczyzn.

To już czternaste Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej mężczyzn. Jest to oficjalny turniej międzynarodowy o randze mistrzostw kontynentu. Organizowany przez EHF, który ma na celu wyłonienie najlepszej reprezentacji męskiej Europie.

Po raz pierwszy w historii tych mistrzostw turniej zostanie zorganizowany w trzech państwach, wezmą w nich dwadzieścia cztery zespoły.

W tym roku gospodarzami turnieju została Szwecja, Austria i Norwegia. Automatyczny awans na Euro uzyskało trzech gospodarzy oraz Hiszpania, jako obrońca tytułu z 2018 roku. W pozostałych miejscach odbyły się dwuetapowe eliminacje, z których pierwsze dwa miejsca awansowały na Mistrzostw Europy. Obecny turniej służy, jako jedna z kwalifikacji do Letnich Igrzysk Olimpijskich 2020 oraz Mistrzostw Świata 2021.

Kto gdzie i z kim zagra…

W sześciu halach odbędą się poszczególne fazy turnieju. Pierwsza faza grupowa odbędzie się we wszystkich trzech krajach, faza zasadnicza w Austrii i Szwecji a walka o medale w Sztokholmie.

W Austrii w mieście Graz na Arenie Stadthalle Graz, która pomieści 6 000 kibiców zagrają drużyny z grupy A – Chorwacja, Białoruś, Czarnogóra i Serbia.

Również w Austrii we Wiedniu na Arenie Wiener Stadthalle (pomieści 12 000 kibiców), swoje mecze rozegra grupa B, w której zagrają Czechy, Macedonia Północna, Austria i Ukraina.

Natomiast w Norwegii w mieście Trondheim, w którym odbywa się większość sportów zimowych. Na arenie Trondheim Spektrum (pojemność 8 000), odbędą się mecze w grupie C i grupie D.

W grupie C zagrają Hiszpania, Niemcy, Łotwa i Holandia. W grupie D – Francja, Norwegia, Portugalia oraz Bośnie i Hercegowina.

W Szwecji w mieście Malmö na arenie Malmö Arena (13 000 pojemości), obędą się mecze w grupie E – Dania, Węgry, Islandia i Rosja.

I ta ostania najważniejsza dla polskich kibiców grupa F, w której zagrają Szwecja, Słowenia, Szwajcaria i Polska. Mecze polskiej reprezentacji odbędą się w Szwecji w mieście Göteborg na hali Scandinavium, która pomieści 12 000 kibiców.

Grupa F jest do wygrania…

Miniony rok dla polskich szczypiornistów nie zawsze były udany. Wyszarpane zwycięstwo w kwalifikacjach do Euro 2020 w meczu z Izraelem (26:23 (10:11)), nie udany turniej w Argentynie oraz rozegrany turniej Czterech Narodów w Tarnowie pokazuje, że jeszcze sporo pracy czeka polską kadrę.

Nowy Rok Biało-Czerwoni rozpoczęli od Turnieju w Torrelavedze w Hiszpanii, we wszystkich trzech meczach przegrali w pierwszym z Rosją 25:30 (14:15), w drugim z Hiszpanią 35:31 (15:13) i z Portugalią 34:27 (18:16).

Grupa, do której Biało-Czerwoni trafili na Mistrzostwach Europy to grupowa mocna, ale jak sami piłkarze przyznają jest ona do ogrania. Każdy z nich za cel stawia sobie wyjście z grupy. Na pewno piłkarze są zmotywowani i gotowi, aby zagrać na najwyższym pozimowe.

Mecze Reprezentacji Polski w fazie grupowej:
Mecz Słowenia – Polska – 10.01.2020 r., godz: 20:30.
Mecz Szwajcaria – Polska – 12.01.2020 r., godz: 16:00.
Mecz Polska – Szwecja – 14.01.2020 r., godz: 18:15.


Faza grupowa:
Grupa A (Austria, Graz) – Chorwacja, Białoruś, Czarnogóra, Serbia.
Grupa B (Austria, Wiedeń) – Czechy, Macedonia Północna, Austria, Ukraina.
Grupa C (Norwegia, Trondheim) – Hiszpania, Niemcy, Łotwa, Holandia.
Grupa D (Norwegia, Trondheim) – Francja, Norwegia, Portugalia, Bośnie i Hercegowina.
Grupa E (Szwecja, Malmö) – Dania, Węgry, Islandia, Rosja.
Grupa F (Szwecja, Göteborg) – Szwecja, Słowenia, Szwajcaria, Polska.

Boże Narodzenie 2019. Wesołych Świąt! :)

Drodzy Czytelnicy,

Dziękuję za wszystkie maile i wiadomości z życzeniami świątecznymi,

Ja również składam Wam Zdrowych, Pogodnych
i Magicznych Świąt Bożego Narodzenia
Oraz spełnienia marzeń w nadchodzącym Nowym 2020 Roku!:)

Do zobaczenia na blogu za rok ;-)… W styczniu 2020 roku 🙂

Dla Was wszystkich!

Życzy

Justyna Borowiecka

Boże Narodzenie 2019 r
Collage: Justyna Borowiecka. Boże Narodzenie 2019 r.